Nadchodzi czas zmian. Miś musi wyruszyć w drogę by odnaleźć niedźwiedzia w sobie. Już wiele razy w swoim życiu ogłaszałem czas zmian i gówno mi z tego wychodziło. Tyle, że paradoksalnie zmiany i tak nadchodziły. Tyle, że raczej nie takie jakie bym chciał. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Na sam początek kończę ten blog. Powisi on jeszcze do 23 stycznia, a potem zostanie nieodwołalnie skasowany.
Good night and good luck.
wtorek, 24 grudnia 2013
niedziela, 24 listopada 2013
Heretyk
Moja herezja: I RP była wspaniała, miała
wspaniały ustrój. Nasze powstania były wspaniałe, warto walczyć o
wolność. Sarmatyzm i romantyzm to najcenniejsze składniki naszej
kultury.
czwartek, 17 października 2013
Socjalista
"I am a Tory of the sternest sort, a socialist, a communist"
John Ruskin
Mój socjalizm: francuscy legitymiści, Tory Socialism, Georges Sorel, Pierre-Joseph Proudhon, Józef Piłsudski, Ernst Jünger, Oswald Spengler, socjalizm piastowski.
Nareszcie po upadku komunizmu można z powrotem stać się prawdziwym socjalistą. "Sens socjalizmu polega na tym, by życiem władało nie przeciwieństwo bogactwa i ubóstwa, lecz ranga, którą nadaje czyn i zdolności. Oto nasza wolność, wolność od ekonomicznej samowoli jednostki". (O.Spengler)
Jarosław Zadencki "Lewiatan i jego wrogowie. Szkice postkonserwatywne"
John Ruskin
Mój socjalizm: francuscy legitymiści, Tory Socialism, Georges Sorel, Pierre-Joseph Proudhon, Józef Piłsudski, Ernst Jünger, Oswald Spengler, socjalizm piastowski.
Nareszcie po upadku komunizmu można z powrotem stać się prawdziwym socjalistą. "Sens socjalizmu polega na tym, by życiem władało nie przeciwieństwo bogactwa i ubóstwa, lecz ranga, którą nadaje czyn i zdolności. Oto nasza wolność, wolność od ekonomicznej samowoli jednostki". (O.Spengler)
Jarosław Zadencki "Lewiatan i jego wrogowie. Szkice postkonserwatywne"
czwartek, 5 września 2013
Mężczyzna
Mężczyzna jest sam. Wcześniej miał towarzystwo, ale kiedy skończyły się
pieniądze i wypito ostatnią butelkę wódki wszyscy rozeszli się w swoje
strony. On też idzie. Świadomość utonęła w alkoholowym niebycie. Kroczy,
ale nie jak człowiek lecz jak maszyna. Bezwiednie podąża przed siebie
nie wiedząc gdzie jest. Nie dostrzega pędzącej ku niemu stalowej
śmierci. Zderzenie nie przywraca świadomości. Wszystko zagłusza ogromny
ból. Straszliwie okaleczony leży na poboczu. Otaczają go inni mężczyźni.
Ale nie są to członkowie jego plemienia. Są tu, bo wykonują swoją
pracę. Nie rozumieją świętych symboli, które znajdują się na ich
mundurach i uniformach. Dla mężczyzny nie ma nadziei, ale skoro jeszcze
żyje to według procedury musi być reanimowany. Wszyscy realizują
procedury. Nikt mu nie pomaga przejść na drugą stronę. Kiedy w końcu
procedury zostają zrealizowane wszyscy rozchodzą się w swoje strony.
Mężczyzna jest sam. Po zimnym ekranie komputera przesuwają się obrazy, które mają rozgrzać jego krew. Na czatach ciąg liter. Z drugiej strony osoby, które (podobno) są kobietami. Niektóre dadzą mu popatrzeć na siebie, a nawet odsłonią to i owo. Mężczyzna zarwie noc. Po dwóch godzinach snu zerwie się do swoich dziennych obowiązków. Przez cały dzień będzie się pytał, czego szukał wtedy w nocy w necie. Nie znajdzie odpowiedzi i będzie się użalał nad sobą. Z każdym dniem, z każdą nocą coś umiera wewnątrz niego. On nie dostrzega zmierzającej ku niemu śmierci.
Mężczyzna zrywa się wcześnie rano. Całuje zaspaną swoją żonę. Podczas porannych ablucji jakiś strzęp duchowości. Potem przez ulice do pracy pośród tych, co jak on zmierzają do swojego miejsca w trybach. W pracy norma. Upierdliwy szef generuje kolejny sztuczny problem. Agresja, ale trzeba ją w sobie stłumić. Kilka wykradzionych chwil na życie towarzyskie w necie. Ukradkowe sprawdzanie ogłoszeń o pracę z nadzieją, że może tym razem znajdzie się to coś. Znowu nic. Zakupy, obiad, sprawy domowe. Nadchodzi wieczór. Czas zasiąść przed telewizorem. Propozycja by oglądnąć jego program odrzucona. Oglądają jakiś program na jednym z kobiecych kanałów. Próbuje skupić się na oglądaniu, ale mu nie wychodzi. Zasiada do komputera i stwierdza, że coś podmieniło jego ulubioną przeglądarkę. Agresja- kilka wulgaryzmów rzuconych w powietrze. Błyskawiczna dezaprobata żony. Stłumienie- tak, tak, jestem rozsądnym człowiekiem, nie chcę umrzeć na zawał i nie ma sensu wkurzać się na sprzęty. Przez dłuższy czas dłubie w systemie. W końcu łóżko, ale zero namiętności, bo jutro też dzień i trzeba się wyspać. Chwilę leży w łóżku wpatrzony w ciemność. Zanim dopadnie go strach sen wyłącza jego świadomość.
Mężczyzna jest sam. Po zimnym ekranie komputera przesuwają się obrazy, które mają rozgrzać jego krew. Na czatach ciąg liter. Z drugiej strony osoby, które (podobno) są kobietami. Niektóre dadzą mu popatrzeć na siebie, a nawet odsłonią to i owo. Mężczyzna zarwie noc. Po dwóch godzinach snu zerwie się do swoich dziennych obowiązków. Przez cały dzień będzie się pytał, czego szukał wtedy w nocy w necie. Nie znajdzie odpowiedzi i będzie się użalał nad sobą. Z każdym dniem, z każdą nocą coś umiera wewnątrz niego. On nie dostrzega zmierzającej ku niemu śmierci.
Mężczyzna zrywa się wcześnie rano. Całuje zaspaną swoją żonę. Podczas porannych ablucji jakiś strzęp duchowości. Potem przez ulice do pracy pośród tych, co jak on zmierzają do swojego miejsca w trybach. W pracy norma. Upierdliwy szef generuje kolejny sztuczny problem. Agresja, ale trzeba ją w sobie stłumić. Kilka wykradzionych chwil na życie towarzyskie w necie. Ukradkowe sprawdzanie ogłoszeń o pracę z nadzieją, że może tym razem znajdzie się to coś. Znowu nic. Zakupy, obiad, sprawy domowe. Nadchodzi wieczór. Czas zasiąść przed telewizorem. Propozycja by oglądnąć jego program odrzucona. Oglądają jakiś program na jednym z kobiecych kanałów. Próbuje skupić się na oglądaniu, ale mu nie wychodzi. Zasiada do komputera i stwierdza, że coś podmieniło jego ulubioną przeglądarkę. Agresja- kilka wulgaryzmów rzuconych w powietrze. Błyskawiczna dezaprobata żony. Stłumienie- tak, tak, jestem rozsądnym człowiekiem, nie chcę umrzeć na zawał i nie ma sensu wkurzać się na sprzęty. Przez dłuższy czas dłubie w systemie. W końcu łóżko, ale zero namiętności, bo jutro też dzień i trzeba się wyspać. Chwilę leży w łóżku wpatrzony w ciemność. Zanim dopadnie go strach sen wyłącza jego świadomość.
piątek, 10 maja 2013
Drabina
Kapitalizm- jedni mają więcej pieniędzy od drugich. Socjalizm- jedni stoją wyżej w hierarchii partyjnej od drugich.
sobota, 16 marca 2013
czwartek, 5 kwietnia 2012
Trzydzieści srebrników
Niepokojącym aspektem sprawy Judasza jest też forma zapłaty,
jaką uzyskał za zdradę Jezusa. Było to trzydzieści srebrników. Liczba
trzydzieści w cyfrowym zapisie składa się z 3 i 0. Trójka symbolizuje syntezę
duchową, pełnię Bytu; reprezentuje Niebo i Trójcę Świętą. Zero symbolizuje
niebyt, to, co ukryte, a także śmierć. W swojej graficznej formie symbolizuje
wieczność.
Srebrniki odsyłają nas do srebra. Znaczenie symboliczne tego
metalu jest ambiwalentne, lecz w sferze symboli taka ambiwalencja jest często
spotykana. W tym kontekście zastanawiające są dwa aspekty. Ze srebra była
wykonana większość naczyń w Świątyni jerozolimskiej. Srebro w Biblii
symbolizuje Słowo Boże: „Słowa Pańskie to słowa szczere, wypróbowane srebro, bez domieszki ziemi, siedmiokroć czyszczone.” (Psalm 12, 7).
wtorek, 3 kwietnia 2012
Mój brat Judasz
To powiedziawszy Jezus doznał głębokiego wzruszenia i tak oświadczył: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi. Spoglądali uczniowie jeden na drugiego niepewni, o kim mówi. Jeden z uczniów Jego - ten, którego Jezus miłował - spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: Kto to jest? O kim mówi? Ten oparł się zaraz na piersi Jezusa i rzekł do Niego: Panie, kto to jest? Jezus odparł: To ten, dla którego umaczam kawałek /chleba/, i podam mu Umoczywszy więc kawałek /chleba/, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka /chleba/ wszedł w niego szatan. Jezus zaś rzekł do niego: Co chcesz czynić, czyń prędzej.
Ewangelia według świętego Jana 13,21-27
Przyznam się szczerze, że jest to jak dla mnie jeden z najbardziej niepokojących fragmentów Pisma Świętego. Tak niepokojący jak niepokojącą postacią jest Judasz Iskariota. Mamy tutaj coś w rodzaju Komunii Świętej po której nie następuje ogarnięcie przez Łaskę, ale opętanie diabelskie. Odwagi starcza mi tylko na tyle by wskazać ów fragment, ale jak go wytłumaczyć nie mam zielonego pojęcia. I nawet nie będę się podejmował jakiejś egzegezy.
Ewangelia według świętego Jana 13,21-27
Przyznam się szczerze, że jest to jak dla mnie jeden z najbardziej niepokojących fragmentów Pisma Świętego. Tak niepokojący jak niepokojącą postacią jest Judasz Iskariota. Mamy tutaj coś w rodzaju Komunii Świętej po której nie następuje ogarnięcie przez Łaskę, ale opętanie diabelskie. Odwagi starcza mi tylko na tyle by wskazać ów fragment, ale jak go wytłumaczyć nie mam zielonego pojęcia. I nawet nie będę się podejmował jakiejś egzegezy.
piątek, 2 marca 2012
czwartek, 2 lutego 2012
Podróże
Rano na ulicach Vienn razem z kapitanem Thomasem Boniface i jego gwardzistami. Potem z majorem Razumowskim z GRU nad księgą Doskonałych. Następnie wraz z Allanem Bloomem rozważania nad "Romeo i Julia" Szekspira i z Ernstem Jüngerem w Paryżu. Wieczorem w towarzystwie Piotra Langenfelda dotykam wojny w Afganistanie. A kończę dzień razem z Theonem Greyjoyem przybywając do Pyke. Kocham czytać.
wtorek, 24 stycznia 2012
czwartek, 12 stycznia 2012
Modlitwy kobiet
Kobiety przychodzą do kościoła modlić się do Matki Bożej. Bo, do kogo miałyby się modlić? Do Jezusa? Co On może wiedzieć o życiu? Porzucił swoją Matkę. Zamiast Jej pomóc po śmierci Józefa włóczył się po całej Judei ze swoimi kolegami. Wmieszał się w konflikt z władzą i z tego powodu marnie skończył. Ile Ona przez niego łez wylała. Co prawda zmartwychwstał, jest Bogiem i uczynił z Marii Królową Nieba i Ziemi, ale to akurat jego Matce się należało za to wszystko, co przez Niego wycierpiała. Więc przychodzą do Niej a nie do Niego, bo Ona na pewno zrozumie.
niedziela, 1 stycznia 2012
czwartek, 22 grudnia 2011
Przemyślenia w miesiącu grudy
I
Nie chce mi się pisać. Po części z lenistwa, po części z tego, że zajmowały mnie ostatnio inne sprawy, a po części z pewnych uwarunkowań psychologicznych. Na przykład, dlatego, że czuję, że to, co piszę nie porywa, nie zachwyca ani nie jest szczególnie odkrywcze. Ale dlaczego miałoby takie być? Takie przeświadczenie to wytwór mojej egocentrycznej wyobraźni. Tak, więc obecny wpis proszę potraktować, jako moją walkę o przywrócenie właściwych proporcji w widzeniu samego siebie.
II
Gdzieś tak od października rozmyślałem o tym jakby to było gdybym był poganinem czczącym Słońce. Najczęściej myślałem o tym w kościele, gdy promienie naszej dziennej gwiazdy w porze zachodu oświetlały wnętrze świątyni. W ramach tych rozmyślań rozważałem różne kwestie. Czy na przykład w promieniach słonecznych jest jakiś czynnik wyzwalający w mózgu ludzkim intuicje religijne? (To takie bardziej naturalistyczne niż pogańskie. Ciekawe czy gdyby to była prawda Dawkins chciałby zakazać wystawiania się na promienie Słońca?) Medytowałem też w duchu swojego wpisu z tego bloga z grudnia zeszłego roku. Starałem się bardziej wczuć w położenie moich przodków. Zastanawiało mnie też, jaką rolę pełniłby Księżyc w takiej solarnej religii? Byłby sojusznikiem Słońca walczącym z ciemnościami Nocy? Czy też kimś w rodzaju Szatana, który kradnie energię życiową Świetlistego Bóstwa? A jako, że lubię Księżyc, to czy nie zostałbym kimś w rodzaju satanisty w takim układzie?
(Tak na marginesie. Jedyna odmiana satanizmu, jaka mi się w miarę spodobała to Kościół Szatana z Armagh z cyklu sf Imperium Człowieka autorstwa Dawida Webera i Johna Ringo.)
III
Zmarło się jednemu ateiście, który przy okazji był intelektualny celebrytą. Facet był z nie mojej bajki i pewno byśmy się pobili gdyby zamknęli nas w jednym pokoju. Pewien katolicko-prawicowy portal zamieścił o nim tekst oraz o jego bracie, który jest pobożnym konserwatystą. Niestety przeczytałem oprócz tego tekstu komentarze, jakie się pod nim znajdowały. Chciałbym przerabiać pewnego rodzaju „bogoojczyźniane” bredzenie na laski dynamitu, które następnie wsadzałbym w mordy albo dupy owych nawiedzonych „rycerzy Sprawy” i podpalałbym lonty.
IV
Jeszcze raz o nie pisaniu. Czasami najchętniej bym tak prowadził ten blog by był on podobny do Admiral Cod. Stety, niestety nie jestem anglosaskim bankierem. Choć czasami tak sobie marzę by kimś takim być. O ile fajniej można byłoby widzieć historię swojego kraju. Ten dyskretny urok imperializmu. Jestem jednak nadodrzańskim Sarmatą a nie zachodnim dandysem. I właśnie z tej mojej sarmackiej perspektywy wynika moja niechęć do endeckiej tradycji. Nie uważam jej tak jak to twierdzi Rafał A. Ziemkiewicz, że jest to najpiękniejsza polska tradycja. Ja jej nawet nie uważam za polską. To jest kolejny nabzdyczony prąd intelektualny, który ma pretensję, że w Polsce nie jest tak jak na Zachodzie. Jest także kilka innych środowisk prawicowych, które także lubią się z pozycji zachodnich dąsać na polską, siermiężną rzeczywistość. Tak, więc na pewnym poziomie GW, MW i KZ-M dążą do tego samego celu- przerobienia Lechitów w zachodnich Europejczyków. Przewaga „lewych” nad „prawymi” jest taka, że ci pierwsi odwołują się do Zachodu, który istnieje teraz i tu. Jest to niewątpliwie łatwiej przyswajalne dla demosu. „Prawi” chcą by u nas było tak jak na nieistniejącym Zachodzie (pomijam tutaj fanów USA) . Czyżby chcieliby Polska także nie-istniała jak ów ichni Zachód? Tym pytaniem wyzłośliwiam się straszliwie, bo sam przecież odwołuję się do nieistniejących rzeczywistości (i to nawet do takich, co nie zaistniały), ale o tym kilka zdań później. Swego czasu napisałem, że Polacy nie wyciągnęli wniosków z klęski w 1939 roku. Jest jednak jeszcze gorzej. Myśmy nie wyciągnęli wniosków z klęski rozbiorów. Jak słusznie zauważył profesor Andrzej Waśko masochistyczna fascynacja upadkiem I RP przesłoniła zupełnie fakt, że to państwo wcale nieźle funkcjonowało spory kawał czasu. Zgadzam się z pewnym Niemcem, że konserwatyzm dziś to tworzenie rzeczy, które będziemy chcieli zachować jutro. Więc kiedy polski Demiurg będzie tworzył nową Rzeczpospolitą to chciałbym by wpatrywał się nie w archetypy francuskiej mistyki królewskiej czy brukselskiej demokracji ale w nasze Międzymorskie Rzeczy Wspólne.
(No to raczej nie było o nie pisaniu, ale poprawiać nie będę.)
V
Zrobiłem sobie przerwę w pisaniu i zajrzałem na bloga Studyty. Z zapowiedzi wiedziałem, że ma być nowy wpis. Qrcze, jak to dobrze wiedzieć, że myśli przyjaciół orbitują w podobnych okolicach co moje.
VI
Moim nielicznym Czytelnikom składam życzenia wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Niech Jezus Chrystus, prawdziwy Sol Invictus, oświeca Wasze życie. Wesołego Jule.
Nie chce mi się pisać. Po części z lenistwa, po części z tego, że zajmowały mnie ostatnio inne sprawy, a po części z pewnych uwarunkowań psychologicznych. Na przykład, dlatego, że czuję, że to, co piszę nie porywa, nie zachwyca ani nie jest szczególnie odkrywcze. Ale dlaczego miałoby takie być? Takie przeświadczenie to wytwór mojej egocentrycznej wyobraźni. Tak, więc obecny wpis proszę potraktować, jako moją walkę o przywrócenie właściwych proporcji w widzeniu samego siebie.
II
Gdzieś tak od października rozmyślałem o tym jakby to było gdybym był poganinem czczącym Słońce. Najczęściej myślałem o tym w kościele, gdy promienie naszej dziennej gwiazdy w porze zachodu oświetlały wnętrze świątyni. W ramach tych rozmyślań rozważałem różne kwestie. Czy na przykład w promieniach słonecznych jest jakiś czynnik wyzwalający w mózgu ludzkim intuicje religijne? (To takie bardziej naturalistyczne niż pogańskie. Ciekawe czy gdyby to była prawda Dawkins chciałby zakazać wystawiania się na promienie Słońca?) Medytowałem też w duchu swojego wpisu z tego bloga z grudnia zeszłego roku. Starałem się bardziej wczuć w położenie moich przodków. Zastanawiało mnie też, jaką rolę pełniłby Księżyc w takiej solarnej religii? Byłby sojusznikiem Słońca walczącym z ciemnościami Nocy? Czy też kimś w rodzaju Szatana, który kradnie energię życiową Świetlistego Bóstwa? A jako, że lubię Księżyc, to czy nie zostałbym kimś w rodzaju satanisty w takim układzie?
(Tak na marginesie. Jedyna odmiana satanizmu, jaka mi się w miarę spodobała to Kościół Szatana z Armagh z cyklu sf Imperium Człowieka autorstwa Dawida Webera i Johna Ringo.)
III
Zmarło się jednemu ateiście, który przy okazji był intelektualny celebrytą. Facet był z nie mojej bajki i pewno byśmy się pobili gdyby zamknęli nas w jednym pokoju. Pewien katolicko-prawicowy portal zamieścił o nim tekst oraz o jego bracie, który jest pobożnym konserwatystą. Niestety przeczytałem oprócz tego tekstu komentarze, jakie się pod nim znajdowały. Chciałbym przerabiać pewnego rodzaju „bogoojczyźniane” bredzenie na laski dynamitu, które następnie wsadzałbym w mordy albo dupy owych nawiedzonych „rycerzy Sprawy” i podpalałbym lonty.
IV
Jeszcze raz o nie pisaniu. Czasami najchętniej bym tak prowadził ten blog by był on podobny do Admiral Cod. Stety, niestety nie jestem anglosaskim bankierem. Choć czasami tak sobie marzę by kimś takim być. O ile fajniej można byłoby widzieć historię swojego kraju. Ten dyskretny urok imperializmu. Jestem jednak nadodrzańskim Sarmatą a nie zachodnim dandysem. I właśnie z tej mojej sarmackiej perspektywy wynika moja niechęć do endeckiej tradycji. Nie uważam jej tak jak to twierdzi Rafał A. Ziemkiewicz, że jest to najpiękniejsza polska tradycja. Ja jej nawet nie uważam za polską. To jest kolejny nabzdyczony prąd intelektualny, który ma pretensję, że w Polsce nie jest tak jak na Zachodzie. Jest także kilka innych środowisk prawicowych, które także lubią się z pozycji zachodnich dąsać na polską, siermiężną rzeczywistość. Tak, więc na pewnym poziomie GW, MW i KZ-M dążą do tego samego celu- przerobienia Lechitów w zachodnich Europejczyków. Przewaga „lewych” nad „prawymi” jest taka, że ci pierwsi odwołują się do Zachodu, który istnieje teraz i tu. Jest to niewątpliwie łatwiej przyswajalne dla demosu. „Prawi” chcą by u nas było tak jak na nieistniejącym Zachodzie (pomijam tutaj fanów USA) . Czyżby chcieliby Polska także nie-istniała jak ów ichni Zachód? Tym pytaniem wyzłośliwiam się straszliwie, bo sam przecież odwołuję się do nieistniejących rzeczywistości (i to nawet do takich, co nie zaistniały), ale o tym kilka zdań później. Swego czasu napisałem, że Polacy nie wyciągnęli wniosków z klęski w 1939 roku. Jest jednak jeszcze gorzej. Myśmy nie wyciągnęli wniosków z klęski rozbiorów. Jak słusznie zauważył profesor Andrzej Waśko masochistyczna fascynacja upadkiem I RP przesłoniła zupełnie fakt, że to państwo wcale nieźle funkcjonowało spory kawał czasu. Zgadzam się z pewnym Niemcem, że konserwatyzm dziś to tworzenie rzeczy, które będziemy chcieli zachować jutro. Więc kiedy polski Demiurg będzie tworzył nową Rzeczpospolitą to chciałbym by wpatrywał się nie w archetypy francuskiej mistyki królewskiej czy brukselskiej demokracji ale w nasze Międzymorskie Rzeczy Wspólne.
(No to raczej nie było o nie pisaniu, ale poprawiać nie będę.)
V
Zrobiłem sobie przerwę w pisaniu i zajrzałem na bloga Studyty. Z zapowiedzi wiedziałem, że ma być nowy wpis. Qrcze, jak to dobrze wiedzieć, że myśli przyjaciół orbitują w podobnych okolicach co moje.
VI
Moim nielicznym Czytelnikom składam życzenia wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Niech Jezus Chrystus, prawdziwy Sol Invictus, oświeca Wasze życie. Wesołego Jule.
czwartek, 1 grudnia 2011
Przerwa reklamowa
Serdecznie polecam kupno i lekturę najnowszego numeru kwartalnika "Kronos". Ci z Szanownych Czytelników, którzy znają mnie osobiście dowiedzą się dzięki niemu dlaczego jestem i nie jestem makiawelistą. Oraz posiądą wiedzę o tym, dlaczego zdecydowanie jestem obywatelem Republiki Weneckiej i dlaczego równie zdecydowanie nie jestem obywatelem Florencji.
poniedziałek, 24 października 2011
sobota, 15 października 2011
Zazdrość
Od jakiegoś czasu, jak to się mówi, bloguję. Trochę tych tekstów już napisałem.Ostatnio przeczytałem tekst Szczepana Twardocha "Dlaczego chodzę na wybory?" i ogarnęła mnie zazdrość. Niestety, nigdy nie napiszę czegoś takiego. Być może za mało przeżyłem i przeczytałem by pisać takie teksty. Zapraszam do lektury. Jak dla mnie jest to coś ożywczego. Coś co idzie na przekór jojczeniu przeciw demokracji oraz jej bezkrytycznemu wychwalaniu.
sobota, 1 października 2011
czwartek, 22 września 2011
Przemyślenia w siódmym miesiącu
1
Na mocy siedemnastego artykułu henrycjańskiego ogłaszam, że
Bronisław Komorowski nie jest moim prezydentem. Ani Donald Tusk moim premierem.
2
Im bardziej jesteśmy nowocześni tym bardziej powinniśmy być
konserwatywni po to byśmy to my rządzili techniką a nie ona nami.
3
Siedzę sobie razem z Beatrycze na weselu Pat w bardzo zacnym
gronie. Naprzeciw mnie jest Studyta wraz ze swoją nadobną małżonką. Pijemy
sobie na przemian wódkę z winem. W pewnym momencie Study pyta się mnie o moją
tożsamość narodową. Odpowiadam buńczucznie:
-Jestem Prusakiem.
Co prawda Pomorze Zachodnie były przez pewien czas prowincją
Królestwa Prus, ale żadną miarą nie są częścią Prus. Bardziej serio
odpowiadając powinienem powiedzieć, że jestem Pomorzaninem. Ale co to znaczy?
Patrząc na historię Pomorza Zachodniego można dostrzec, że kraina owa gościła
kilka różnych kultur. Żadna z nich na stałe nie utrzymała się na tym terytorium.
Oczywiście owa przemienność kultur występowała także na innych terytoriach
należących obecnie do Rzeczpospolitej. Lecz na nich da się od średniowiecza
poprowadzić jakiś stały motyw kulturowy. Pomorze Zachodnie zaś jest zalewane
przez fale słowiańskie, skandynawskie i niemieckie by w końcu wszystko to
zmiótł komunistyczny sztorm, który pozostawił po sobie rumowisko. Na nim zaś
chodzimy my obecni mieszkańcy Pomorza i próbujemy klecić nieporadnie jakąś
swoją tożsamość. Pomorze Zachodnie etno-kulturowa
czarna dziura.
4
(Jakby, co, to może nie czytajcie tego przy jedzeniu.)
Kościół (świątynia) jest nazywana domem Bożym. Zaiste jednak
specyficznie ludzie się w owym domu zachowują. Już nie mówię o braku słuchania
Gospodarza, bo to się i zdarza gospodarzom ludzkim. Chodzi o
estetyczno-porządkowe sprawy. Wiele rzeczy już sprzątałem z kościelnej podłogi.
Kartoniki po sokach, połamane herbatniki, sklepowe paragony, pinezki (te
musiałem wyjmować z kropielnicy). Oprócz tego ostatniego zapewne ot tak sobie
rzucone na podłogę. Ostatnio zaś musiałem sprzątać gówno, które ktoś na bucie
wniósł do kościoła a potem pozbył się go wycierając o ławkę. Tłumaczy się nam
byśmy wyzbywali się „demonicznych obrazów Boga” na rzecz obrazu Boga
miłosiernego. Wychodzi jednak na to, że ludzie chyba zaczynają uważać Boga za
takiego frajera, któremu można nabałaganić w domu a on i tak spełni nasze
żądania.
5
Wracając do sprawy Pomorza i Prus, to naszła mnie kiedyś
szalona myśl by zaadaptować pruski styl do warunków polskich. Ów styl
obowiązywałby przede wszystkim na bałtyckiej rubieży Rzeczpospolitej. Z jednej
strony byłoby to jakieś rozwiązanie owego spójnego braku historycznej
tożsamości tych ziem, przede wszystkim Pomorza Zachodniego. Zaś z drugiej chodziłoby
o stworzenie wojowniczej nacji, która stałaby na straży morskich interesów
Rzeczpospolitej.
Wojna to rzecz straszna. Wyzwala w człowieku to, co najgorsze. Mordy, grabieże, gwałty- są tacy, co nurzają się w tym z prawdziwą rozkoszą.I dlatego też niektórzy zostają żołnierzami po to by właśnie bronić
swoich przed tymi bestiami w ludzkiej skórze.
czwartek, 1 września 2011
1 września 1939
Ryszard Krynicki
"Elegia niczyja"
Nie krzycz. Nie wołaj. Zaśnij
Nie módl się nadaremno.
Nie płacz. Nad twoim miastem,
nad miastem ciemność
Kto ocaleje, kto zginie
wie może mgła poranna.
Kogo dościgną Erynie
- a kogo hańba.
Nie módl się, nie zaklinaj,
nie krzycz przez sen: Napadną.
Za późno. Bije godzina.
Już są, Kasandro.
Już weszli, Kasandro, nie płacz,
nie płacz nawet nade mną.
Nad miastem łuna i rozpacz,
nad nami ciemność.
"Elegia niczyja"
Nie krzycz. Nie wołaj. Zaśnij
Nie módl się nadaremno.
Nie płacz. Nad twoim miastem,
nad miastem ciemność
Kto ocaleje, kto zginie
wie może mgła poranna.
Kogo dościgną Erynie
- a kogo hańba.
Nie módl się, nie zaklinaj,
nie krzycz przez sen: Napadną.
Za późno. Bije godzina.
Już są, Kasandro.
Już weszli, Kasandro, nie płacz,
nie płacz nawet nade mną.
Nad miastem łuna i rozpacz,
nad nami ciemność.
Subskrybuj:
Posty (Atom)