Mężczyzna jest sam. Wcześniej miał towarzystwo, ale kiedy skończyły się
pieniądze i wypito ostatnią butelkę wódki wszyscy rozeszli się w swoje
strony. On też idzie. Świadomość utonęła w alkoholowym niebycie. Kroczy,
ale nie jak człowiek lecz jak maszyna. Bezwiednie podąża przed siebie
nie wiedząc gdzie jest. Nie dostrzega pędzącej ku niemu stalowej
śmierci. Zderzenie nie przywraca świadomości. Wszystko zagłusza ogromny
ból. Straszliwie okaleczony leży na poboczu. Otaczają go inni mężczyźni.
Ale nie są to członkowie jego plemienia. Są tu, bo wykonują swoją
pracę. Nie rozumieją świętych symboli, które znajdują się na ich
mundurach i uniformach. Dla mężczyzny nie ma nadziei, ale skoro jeszcze
żyje to według procedury musi być reanimowany. Wszyscy realizują
procedury. Nikt mu nie pomaga przejść na drugą stronę. Kiedy w końcu
procedury zostają zrealizowane wszyscy rozchodzą się w swoje strony.
Mężczyzna
jest sam. Po zimnym ekranie komputera przesuwają się obrazy, które mają
rozgrzać jego krew. Na czatach ciąg liter. Z drugiej strony osoby,
które (podobno) są kobietami. Niektóre dadzą mu popatrzeć na siebie, a
nawet odsłonią to i owo. Mężczyzna zarwie noc. Po dwóch godzinach snu
zerwie się do swoich dziennych obowiązków. Przez cały dzień będzie się
pytał, czego szukał wtedy w nocy w necie. Nie znajdzie odpowiedzi i
będzie się użalał nad sobą. Z każdym dniem, z każdą nocą coś umiera
wewnątrz niego. On nie dostrzega zmierzającej ku niemu śmierci.
Mężczyzna
zrywa się wcześnie rano. Całuje zaspaną swoją żonę. Podczas porannych
ablucji jakiś strzęp duchowości. Potem przez ulice do pracy pośród tych,
co jak on zmierzają do swojego miejsca w trybach. W pracy norma.
Upierdliwy szef generuje kolejny sztuczny problem. Agresja, ale trzeba
ją w sobie stłumić. Kilka wykradzionych chwil na życie towarzyskie w
necie. Ukradkowe sprawdzanie ogłoszeń o pracę z nadzieją, że może tym
razem znajdzie się to coś. Znowu nic. Zakupy, obiad, sprawy domowe.
Nadchodzi wieczór. Czas zasiąść przed telewizorem. Propozycja by
oglądnąć jego program odrzucona. Oglądają jakiś program na jednym z
kobiecych kanałów. Próbuje skupić się na oglądaniu, ale mu nie wychodzi.
Zasiada do komputera i stwierdza, że coś podmieniło jego ulubioną
przeglądarkę. Agresja- kilka wulgaryzmów rzuconych w powietrze.
Błyskawiczna dezaprobata żony. Stłumienie- tak, tak, jestem rozsądnym
człowiekiem, nie chcę umrzeć na zawał i nie ma sensu wkurzać się na
sprzęty. Przez dłuższy czas dłubie w systemie. W końcu łóżko, ale zero
namiętności, bo jutro też dzień i trzeba się wyspać. Chwilę leży w
łóżku wpatrzony w ciemność. Zanim dopadnie go strach sen wyłącza jego
świadomość.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duhkha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duhkha. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 5 września 2013
czwartek, 5 kwietnia 2012
Trzydzieści srebrników
Niepokojącym aspektem sprawy Judasza jest też forma zapłaty,
jaką uzyskał za zdradę Jezusa. Było to trzydzieści srebrników. Liczba
trzydzieści w cyfrowym zapisie składa się z 3 i 0. Trójka symbolizuje syntezę
duchową, pełnię Bytu; reprezentuje Niebo i Trójcę Świętą. Zero symbolizuje
niebyt, to, co ukryte, a także śmierć. W swojej graficznej formie symbolizuje
wieczność.
Srebrniki odsyłają nas do srebra. Znaczenie symboliczne tego
metalu jest ambiwalentne, lecz w sferze symboli taka ambiwalencja jest często
spotykana. W tym kontekście zastanawiające są dwa aspekty. Ze srebra była
wykonana większość naczyń w Świątyni jerozolimskiej. Srebro w Biblii
symbolizuje Słowo Boże: „Słowa Pańskie to słowa szczere, wypróbowane srebro, bez domieszki ziemi, siedmiokroć czyszczone.” (Psalm 12, 7).
wtorek, 3 kwietnia 2012
Mój brat Judasz
To powiedziawszy Jezus doznał głębokiego wzruszenia i tak oświadczył: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi. Spoglądali uczniowie jeden na drugiego niepewni, o kim mówi. Jeden z uczniów Jego - ten, którego Jezus miłował - spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: Kto to jest? O kim mówi? Ten oparł się zaraz na piersi Jezusa i rzekł do Niego: Panie, kto to jest? Jezus odparł: To ten, dla którego umaczam kawałek /chleba/, i podam mu Umoczywszy więc kawałek /chleba/, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka /chleba/ wszedł w niego szatan. Jezus zaś rzekł do niego: Co chcesz czynić, czyń prędzej.
Ewangelia według świętego Jana 13,21-27
Przyznam się szczerze, że jest to jak dla mnie jeden z najbardziej niepokojących fragmentów Pisma Świętego. Tak niepokojący jak niepokojącą postacią jest Judasz Iskariota. Mamy tutaj coś w rodzaju Komunii Świętej po której nie następuje ogarnięcie przez Łaskę, ale opętanie diabelskie. Odwagi starcza mi tylko na tyle by wskazać ów fragment, ale jak go wytłumaczyć nie mam zielonego pojęcia. I nawet nie będę się podejmował jakiejś egzegezy.
Ewangelia według świętego Jana 13,21-27
Przyznam się szczerze, że jest to jak dla mnie jeden z najbardziej niepokojących fragmentów Pisma Świętego. Tak niepokojący jak niepokojącą postacią jest Judasz Iskariota. Mamy tutaj coś w rodzaju Komunii Świętej po której nie następuje ogarnięcie przez Łaskę, ale opętanie diabelskie. Odwagi starcza mi tylko na tyle by wskazać ów fragment, ale jak go wytłumaczyć nie mam zielonego pojęcia. I nawet nie będę się podejmował jakiejś egzegezy.
piątek, 2 marca 2012
czwartek, 12 stycznia 2012
Modlitwy kobiet
Kobiety przychodzą do kościoła modlić się do Matki Bożej. Bo, do kogo miałyby się modlić? Do Jezusa? Co On może wiedzieć o życiu? Porzucił swoją Matkę. Zamiast Jej pomóc po śmierci Józefa włóczył się po całej Judei ze swoimi kolegami. Wmieszał się w konflikt z władzą i z tego powodu marnie skończył. Ile Ona przez niego łez wylała. Co prawda zmartwychwstał, jest Bogiem i uczynił z Marii Królową Nieba i Ziemi, ale to akurat jego Matce się należało za to wszystko, co przez Niego wycierpiała. Więc przychodzą do Niej a nie do Niego, bo Ona na pewno zrozumie.
czwartek, 22 grudnia 2011
Przemyślenia w miesiącu grudy
I
Nie chce mi się pisać. Po części z lenistwa, po części z tego, że zajmowały mnie ostatnio inne sprawy, a po części z pewnych uwarunkowań psychologicznych. Na przykład, dlatego, że czuję, że to, co piszę nie porywa, nie zachwyca ani nie jest szczególnie odkrywcze. Ale dlaczego miałoby takie być? Takie przeświadczenie to wytwór mojej egocentrycznej wyobraźni. Tak, więc obecny wpis proszę potraktować, jako moją walkę o przywrócenie właściwych proporcji w widzeniu samego siebie.
II
Gdzieś tak od października rozmyślałem o tym jakby to było gdybym był poganinem czczącym Słońce. Najczęściej myślałem o tym w kościele, gdy promienie naszej dziennej gwiazdy w porze zachodu oświetlały wnętrze świątyni. W ramach tych rozmyślań rozważałem różne kwestie. Czy na przykład w promieniach słonecznych jest jakiś czynnik wyzwalający w mózgu ludzkim intuicje religijne? (To takie bardziej naturalistyczne niż pogańskie. Ciekawe czy gdyby to była prawda Dawkins chciałby zakazać wystawiania się na promienie Słońca?) Medytowałem też w duchu swojego wpisu z tego bloga z grudnia zeszłego roku. Starałem się bardziej wczuć w położenie moich przodków. Zastanawiało mnie też, jaką rolę pełniłby Księżyc w takiej solarnej religii? Byłby sojusznikiem Słońca walczącym z ciemnościami Nocy? Czy też kimś w rodzaju Szatana, który kradnie energię życiową Świetlistego Bóstwa? A jako, że lubię Księżyc, to czy nie zostałbym kimś w rodzaju satanisty w takim układzie?
(Tak na marginesie. Jedyna odmiana satanizmu, jaka mi się w miarę spodobała to Kościół Szatana z Armagh z cyklu sf Imperium Człowieka autorstwa Dawida Webera i Johna Ringo.)
III
Zmarło się jednemu ateiście, który przy okazji był intelektualny celebrytą. Facet był z nie mojej bajki i pewno byśmy się pobili gdyby zamknęli nas w jednym pokoju. Pewien katolicko-prawicowy portal zamieścił o nim tekst oraz o jego bracie, który jest pobożnym konserwatystą. Niestety przeczytałem oprócz tego tekstu komentarze, jakie się pod nim znajdowały. Chciałbym przerabiać pewnego rodzaju „bogoojczyźniane” bredzenie na laski dynamitu, które następnie wsadzałbym w mordy albo dupy owych nawiedzonych „rycerzy Sprawy” i podpalałbym lonty.
IV
Jeszcze raz o nie pisaniu. Czasami najchętniej bym tak prowadził ten blog by był on podobny do Admiral Cod. Stety, niestety nie jestem anglosaskim bankierem. Choć czasami tak sobie marzę by kimś takim być. O ile fajniej można byłoby widzieć historię swojego kraju. Ten dyskretny urok imperializmu. Jestem jednak nadodrzańskim Sarmatą a nie zachodnim dandysem. I właśnie z tej mojej sarmackiej perspektywy wynika moja niechęć do endeckiej tradycji. Nie uważam jej tak jak to twierdzi Rafał A. Ziemkiewicz, że jest to najpiękniejsza polska tradycja. Ja jej nawet nie uważam za polską. To jest kolejny nabzdyczony prąd intelektualny, który ma pretensję, że w Polsce nie jest tak jak na Zachodzie. Jest także kilka innych środowisk prawicowych, które także lubią się z pozycji zachodnich dąsać na polską, siermiężną rzeczywistość. Tak, więc na pewnym poziomie GW, MW i KZ-M dążą do tego samego celu- przerobienia Lechitów w zachodnich Europejczyków. Przewaga „lewych” nad „prawymi” jest taka, że ci pierwsi odwołują się do Zachodu, który istnieje teraz i tu. Jest to niewątpliwie łatwiej przyswajalne dla demosu. „Prawi” chcą by u nas było tak jak na nieistniejącym Zachodzie (pomijam tutaj fanów USA) . Czyżby chcieliby Polska także nie-istniała jak ów ichni Zachód? Tym pytaniem wyzłośliwiam się straszliwie, bo sam przecież odwołuję się do nieistniejących rzeczywistości (i to nawet do takich, co nie zaistniały), ale o tym kilka zdań później. Swego czasu napisałem, że Polacy nie wyciągnęli wniosków z klęski w 1939 roku. Jest jednak jeszcze gorzej. Myśmy nie wyciągnęli wniosków z klęski rozbiorów. Jak słusznie zauważył profesor Andrzej Waśko masochistyczna fascynacja upadkiem I RP przesłoniła zupełnie fakt, że to państwo wcale nieźle funkcjonowało spory kawał czasu. Zgadzam się z pewnym Niemcem, że konserwatyzm dziś to tworzenie rzeczy, które będziemy chcieli zachować jutro. Więc kiedy polski Demiurg będzie tworzył nową Rzeczpospolitą to chciałbym by wpatrywał się nie w archetypy francuskiej mistyki królewskiej czy brukselskiej demokracji ale w nasze Międzymorskie Rzeczy Wspólne.
(No to raczej nie było o nie pisaniu, ale poprawiać nie będę.)
V
Zrobiłem sobie przerwę w pisaniu i zajrzałem na bloga Studyty. Z zapowiedzi wiedziałem, że ma być nowy wpis. Qrcze, jak to dobrze wiedzieć, że myśli przyjaciół orbitują w podobnych okolicach co moje.
VI
Moim nielicznym Czytelnikom składam życzenia wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Niech Jezus Chrystus, prawdziwy Sol Invictus, oświeca Wasze życie. Wesołego Jule.
Nie chce mi się pisać. Po części z lenistwa, po części z tego, że zajmowały mnie ostatnio inne sprawy, a po części z pewnych uwarunkowań psychologicznych. Na przykład, dlatego, że czuję, że to, co piszę nie porywa, nie zachwyca ani nie jest szczególnie odkrywcze. Ale dlaczego miałoby takie być? Takie przeświadczenie to wytwór mojej egocentrycznej wyobraźni. Tak, więc obecny wpis proszę potraktować, jako moją walkę o przywrócenie właściwych proporcji w widzeniu samego siebie.
II
Gdzieś tak od października rozmyślałem o tym jakby to było gdybym był poganinem czczącym Słońce. Najczęściej myślałem o tym w kościele, gdy promienie naszej dziennej gwiazdy w porze zachodu oświetlały wnętrze świątyni. W ramach tych rozmyślań rozważałem różne kwestie. Czy na przykład w promieniach słonecznych jest jakiś czynnik wyzwalający w mózgu ludzkim intuicje religijne? (To takie bardziej naturalistyczne niż pogańskie. Ciekawe czy gdyby to była prawda Dawkins chciałby zakazać wystawiania się na promienie Słońca?) Medytowałem też w duchu swojego wpisu z tego bloga z grudnia zeszłego roku. Starałem się bardziej wczuć w położenie moich przodków. Zastanawiało mnie też, jaką rolę pełniłby Księżyc w takiej solarnej religii? Byłby sojusznikiem Słońca walczącym z ciemnościami Nocy? Czy też kimś w rodzaju Szatana, który kradnie energię życiową Świetlistego Bóstwa? A jako, że lubię Księżyc, to czy nie zostałbym kimś w rodzaju satanisty w takim układzie?
(Tak na marginesie. Jedyna odmiana satanizmu, jaka mi się w miarę spodobała to Kościół Szatana z Armagh z cyklu sf Imperium Człowieka autorstwa Dawida Webera i Johna Ringo.)
III
Zmarło się jednemu ateiście, który przy okazji był intelektualny celebrytą. Facet był z nie mojej bajki i pewno byśmy się pobili gdyby zamknęli nas w jednym pokoju. Pewien katolicko-prawicowy portal zamieścił o nim tekst oraz o jego bracie, który jest pobożnym konserwatystą. Niestety przeczytałem oprócz tego tekstu komentarze, jakie się pod nim znajdowały. Chciałbym przerabiać pewnego rodzaju „bogoojczyźniane” bredzenie na laski dynamitu, które następnie wsadzałbym w mordy albo dupy owych nawiedzonych „rycerzy Sprawy” i podpalałbym lonty.
IV
Jeszcze raz o nie pisaniu. Czasami najchętniej bym tak prowadził ten blog by był on podobny do Admiral Cod. Stety, niestety nie jestem anglosaskim bankierem. Choć czasami tak sobie marzę by kimś takim być. O ile fajniej można byłoby widzieć historię swojego kraju. Ten dyskretny urok imperializmu. Jestem jednak nadodrzańskim Sarmatą a nie zachodnim dandysem. I właśnie z tej mojej sarmackiej perspektywy wynika moja niechęć do endeckiej tradycji. Nie uważam jej tak jak to twierdzi Rafał A. Ziemkiewicz, że jest to najpiękniejsza polska tradycja. Ja jej nawet nie uważam za polską. To jest kolejny nabzdyczony prąd intelektualny, który ma pretensję, że w Polsce nie jest tak jak na Zachodzie. Jest także kilka innych środowisk prawicowych, które także lubią się z pozycji zachodnich dąsać na polską, siermiężną rzeczywistość. Tak, więc na pewnym poziomie GW, MW i KZ-M dążą do tego samego celu- przerobienia Lechitów w zachodnich Europejczyków. Przewaga „lewych” nad „prawymi” jest taka, że ci pierwsi odwołują się do Zachodu, który istnieje teraz i tu. Jest to niewątpliwie łatwiej przyswajalne dla demosu. „Prawi” chcą by u nas było tak jak na nieistniejącym Zachodzie (pomijam tutaj fanów USA) . Czyżby chcieliby Polska także nie-istniała jak ów ichni Zachód? Tym pytaniem wyzłośliwiam się straszliwie, bo sam przecież odwołuję się do nieistniejących rzeczywistości (i to nawet do takich, co nie zaistniały), ale o tym kilka zdań później. Swego czasu napisałem, że Polacy nie wyciągnęli wniosków z klęski w 1939 roku. Jest jednak jeszcze gorzej. Myśmy nie wyciągnęli wniosków z klęski rozbiorów. Jak słusznie zauważył profesor Andrzej Waśko masochistyczna fascynacja upadkiem I RP przesłoniła zupełnie fakt, że to państwo wcale nieźle funkcjonowało spory kawał czasu. Zgadzam się z pewnym Niemcem, że konserwatyzm dziś to tworzenie rzeczy, które będziemy chcieli zachować jutro. Więc kiedy polski Demiurg będzie tworzył nową Rzeczpospolitą to chciałbym by wpatrywał się nie w archetypy francuskiej mistyki królewskiej czy brukselskiej demokracji ale w nasze Międzymorskie Rzeczy Wspólne.
(No to raczej nie było o nie pisaniu, ale poprawiać nie będę.)
V
Zrobiłem sobie przerwę w pisaniu i zajrzałem na bloga Studyty. Z zapowiedzi wiedziałem, że ma być nowy wpis. Qrcze, jak to dobrze wiedzieć, że myśli przyjaciół orbitują w podobnych okolicach co moje.
VI
Moim nielicznym Czytelnikom składam życzenia wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Niech Jezus Chrystus, prawdziwy Sol Invictus, oświeca Wasze życie. Wesołego Jule.
poniedziałek, 25 lipca 2011
Po usłyszeniu czytania z Pierwszej Księgi Królewskiej (3,5.7-12)
Usiadł i zapłakał. Bo nie wiedział, o co chciałby prosić. Czy o zgubę swoich nieprzyjaciół czy o bogactwo?
sobota, 23 lipca 2011
Zrozumienie
Dopiero pracując dla Kościoła zrozumiałem jaką głęboką mądrość kryje aforyzm La Rochefoucauld: "Hipokryzja to hołd składany cnocie przez występek".
poniedziałek, 28 marca 2011
Przemyślenia w miesiącu Marsa
I
Suche, zrogowaciałe kawałki skóry, które zdrapałem z siebie. Patrzę na nie. To była kiedyś część mnie. A teraz są oddzielone ode mnie. Bez śladu życia. Czy w końcu ja sam od siebie odpadnę by podzielić ich los?
II
Są dwa paradygmaty politycznej wyobraźni Europejczyków. Imperium Rzymskie i mozaika włoskich państw-miast. Oczywiście dobór takich a nie innych symboli wynika z pewnej efektowności geograficznej. Równie dobrze trzymając się kategorii geograficznych przywołać greckie polis i Imperium Aleksandra Macedońskiego. Trzeba też jasno i wyraźnie powiedzieć, że opozycja ta nie ma nic wspólnego z tak ulubioną dziś przez mainstream opozycją „demokratyczne- nie-demokratyczne (totalitaryzm, dyktatura, et cetera)”. Rzym był Imperium zarówno wtedy jak był Republiką jak i wtedy, gdy był Cesarstwem. Kwestia monarchiczności też się nie tyczy tej sprawy. Monarchia bowiem jest bardziej ze swej natury religijna niż polityczna.
III
„Gdyby w obrębie jednego rodzaju ludzkiego istniała tylko rodzina to zapewnione byłoby jedynie przetrwanie gatunku. Stworzenie państwa dochodzi do skutku dopiero dzięki zaistnieniu drugiego bieguna obdarzonego socjologiczną kreatywnością. A ten drugi biegun to męska społeczność.”
„Teoria męskiej społeczności” Hans Blüher (tłumaczenie- Tomasz Gabiś)
(Muszę się przyznać, że w ostatnich dniach lektura „Teorii męskiej społeczności” była dla mnie pewnym pocieszeniem. Choć nie do końca podzielam radykalizm przekonań autora.)
Suche, zrogowaciałe kawałki skóry, które zdrapałem z siebie. Patrzę na nie. To była kiedyś część mnie. A teraz są oddzielone ode mnie. Bez śladu życia. Czy w końcu ja sam od siebie odpadnę by podzielić ich los?
II
Są dwa paradygmaty politycznej wyobraźni Europejczyków. Imperium Rzymskie i mozaika włoskich państw-miast. Oczywiście dobór takich a nie innych symboli wynika z pewnej efektowności geograficznej. Równie dobrze trzymając się kategorii geograficznych przywołać greckie polis i Imperium Aleksandra Macedońskiego. Trzeba też jasno i wyraźnie powiedzieć, że opozycja ta nie ma nic wspólnego z tak ulubioną dziś przez mainstream opozycją „demokratyczne- nie-demokratyczne (totalitaryzm, dyktatura, et cetera)”. Rzym był Imperium zarówno wtedy jak był Republiką jak i wtedy, gdy był Cesarstwem. Kwestia monarchiczności też się nie tyczy tej sprawy. Monarchia bowiem jest bardziej ze swej natury religijna niż polityczna.
III
„Gdyby w obrębie jednego rodzaju ludzkiego istniała tylko rodzina to zapewnione byłoby jedynie przetrwanie gatunku. Stworzenie państwa dochodzi do skutku dopiero dzięki zaistnieniu drugiego bieguna obdarzonego socjologiczną kreatywnością. A ten drugi biegun to męska społeczność.”
„Teoria męskiej społeczności” Hans Blüher (tłumaczenie- Tomasz Gabiś)
(Muszę się przyznać, że w ostatnich dniach lektura „Teorii męskiej społeczności” była dla mnie pewnym pocieszeniem. Choć nie do końca podzielam radykalizm przekonań autora.)
poniedziałek, 21 marca 2011
Brzezień
Zachód Słońca. Stoję w oknie i patrzę na drzewo, które rośnie przed moim domem. Myślę o tym jak bardzo ta wiosna przypomina jesień.
wtorek, 25 stycznia 2011
Książe znika z radarów
„Kiedy wyzwolimy Francję, będzie tylko jedno do zrobienia: podłożyć pod młot parowy wszystko, co wyprodukował nasz idiotyczny postęp, i za wszelką cenę cofnąć się o wiek, może jeszcze dalej: ustawić ducha we właściwym miejscu. Jeśli tego nie uczynimy, ludzkość się pogrzebie własnymi rękami. Amen!”.
wypowiedź Antoine de Saint-Exupéry na trzy tygodnie przed śmiercią
„Jeśli zginę, nie będę absolutnie niczego żałował. Ten przyszły kopiec termitów przeraża mnie. I nienawidzę ich moralności robotów.Ja zostałem stworzony do tego, by być ogrodnikiem”.
z pożegnalnego listu Antoine de Saint-Exupéry`ego
wypowiedź Antoine de Saint-Exupéry na trzy tygodnie przed śmiercią
„Jeśli zginę, nie będę absolutnie niczego żałował. Ten przyszły kopiec termitów przeraża mnie. I nienawidzę ich moralności robotów.Ja zostałem stworzony do tego, by być ogrodnikiem”.
z pożegnalnego listu Antoine de Saint-Exupéry`ego
czwartek, 18 listopada 2010
Koniec marzeń
Koniec marzeń jest wtedy, gdy widzisz, to, co zrobili inni ludzie. Jak ciężko pracowali nad sobą. Ich kursy, fakultety i praktyki; stopnie naukowe i języki obce. Albo kursy survivalowe, podróże, kursy obsługi broni. Krew, pot i łzy; nieprzespane noce i czas spędzony w bibliotekach i ogólnie nad książkami. Zaliczane umiejętności lub napisane teksty.
A po swojej stronie widzi się tylko i wyłącznie marzenia. Iluzje, pustka, dym na wietrze. Masz puste ręce i wiesz, że sen się skończył. Twoje marzenia okazują się być harpiami, które od wewnątrz pożerały twoją duszę. Teraz trzeba się pogodzić ze swoim życiem i dotrwać jakoś do końca karmiąc nędznymi okruchami swoje zbędne iluzje.
A po swojej stronie widzi się tylko i wyłącznie marzenia. Iluzje, pustka, dym na wietrze. Masz puste ręce i wiesz, że sen się skończył. Twoje marzenia okazują się być harpiami, które od wewnątrz pożerały twoją duszę. Teraz trzeba się pogodzić ze swoim życiem i dotrwać jakoś do końca karmiąc nędznymi okruchami swoje zbędne iluzje.
piątek, 15 października 2010
Duhkha
W idealnym świeci bym nie istniał. Mojemu Tacie nie przydarzyłby się bowiem ciąg nieszczęśliwych zdarzeń, który sprawił, że trafił do pewnej miejscowości gdzie poznał moją Mamę. Ten stan nie-istnienia bardzo bym sobie chwalił. Rozkoszowałbym się nim i zupełnie nie miał czasu, ani ochoty na pisanie jakiegokolwiek bloga. „Zielony Zakątek” mógłby zaistnieć w necie, jako poboczny projekt jakiegoś literata. Byłoby to takie przedsięwzięcie, które miałoby opisać emocje znerwicowanego człowieka, który żyje w podrzędnym państwie zamieszkały przez naród z przetrąconym kręgosłupem. Autor wymyślałby kolejne nieszczęścia, jakie spadałyby na sfrustrowanego bohatera tudzież na jego tandetne państewko, a potem opisywałby możliwe reakcje na te wydarzenia, jakie rodziłyby się w pokręconym mózgu owej postaci. Jako się rzekło byłby to poboczny projekt, więc pisarz mógłby swobodnie wymyślać najbardziej nieprawdopodobne ciągi zdarzeń historycznych i jak najbardziej histeryczne reakcje bohatera na nie. Ale mnie szczęśliwie zatopionego w nie-istnieniu nic a nic by to nie obchodziło.
czwartek, 29 lipca 2010
Człowiek czekał
Człowiek czekał. Nie miał teraz nic do roboty oprócz czekania. Czasami stał a czasami chodził nie oddalając się zbytnio od miejsca umówionego spotkania. Wokół niego wznosiły się budynki wzniesionego jeszcze za PRL-u osiedla. Popatrzył na dół, na chodnik również pamiętający czasy poprzedniego reżymu. Popękane i wypaczone płyty. Powiódł końcówką buta po tej quasi księżycowej powierzchni. Pomyślał o tamtym okresie, czasie jego dzieciństwa. W jego kręgu towarzyskim w dobrym tonie było mówienie o PRL-u jako ponurym państwie totalitarnym. Ale on teraz był sam ze sobą i z tym starym chodnikiem i równie starymi budynkami. Mógł więc pomyśleć z wzruszeniem o przeszłości. Fajnie się wtedy żyło, bez tego całego dzisiejszego syfu. Zaczął wspominać różne elementy ówczesnej, swojej, rzeczywistości- książki, komiksy, seriale, zabawy. Komu to przeszkadzało? Cholerne solidaruchy to rozwaliły. Autentycznie był zły. A potem pomyślał, że to bez sensu. To nie wina ani solidaruchów, ani komuchów. To czas. Trzeba by go było zamknąć w jakiejś klatce. W najbardziej dogodnym momencie tak, żeby już więcej nie płynął. Jeżeli już się wkurzać to na czas. W sumie zaś to raczej na Pana Boga. Jako, że na obecną chwilę relacje człowieka z Ojcem Niebieskim były bardzo poplątane taka perspektywa go nie przeraziła. Choć nie wykluczone, że przerazi go później i jęcząc będzie błagał Boga o przebaczenie. Usłyszał odgłos lotniczych silników. Popatrzył w górę wypatrując sylwetki samolotu. Lubił na nie patrzeć. Dla niego były sygnałami innego świata. Chciał kiedyś do niego trafić, ale zbłądził i już nie odnalazł drogi. Kiedy samolot zniknął w chmurach po raz kolejny pomyślał, że to bez sensu. Tu nie chodzi o żadne uwarunkowania polityczne. Dzieciństwo jest po prostu okresem zabawy i odkrywania wielu rzeczy. Świat jawi się jako miejsce pełne możliwości jakie można zrealizować. A jak się ma x-lat to już tak się tego nie widzi. Świat jawi się raczej jako miejsce wielu niezrealizowanych możliwości. Nie zostaniesz już pilotem śmigłowca lub myśliwca, komandosem, agentem wywiadu czy podróżnikiem. Życie z fascynującej przygody zmieniło się w codzienny nudny koszmar. W babranie się w swoich uwikłaniach, uzależnieniach i kolejnych błędnych decyzjach. Chwycił go strach. Tak już teraz będzie wyglądać twoje życie. Powolna i nieustanna degeneracja. Chyba, że Bóg obdarzy cię łaską wczesnej śmierci.
Subskrybuj:
Posty (Atom)