I
Nie chce mi się pisać. Po części z lenistwa, po części z tego, że zajmowały mnie ostatnio inne sprawy, a po części z pewnych uwarunkowań psychologicznych. Na przykład, dlatego, że czuję, że to, co piszę nie porywa, nie zachwyca ani nie jest szczególnie odkrywcze. Ale dlaczego miałoby takie być? Takie przeświadczenie to wytwór mojej egocentrycznej wyobraźni. Tak, więc obecny wpis proszę potraktować, jako moją walkę o przywrócenie właściwych proporcji w widzeniu samego siebie.
II
Gdzieś tak od października rozmyślałem o tym jakby to było gdybym był poganinem czczącym Słońce. Najczęściej myślałem o tym w kościele, gdy promienie naszej dziennej gwiazdy w porze zachodu oświetlały wnętrze świątyni. W ramach tych rozmyślań rozważałem różne kwestie. Czy na przykład w promieniach słonecznych jest jakiś czynnik wyzwalający w mózgu ludzkim intuicje religijne? (To takie bardziej naturalistyczne niż pogańskie. Ciekawe czy gdyby to była prawda Dawkins chciałby zakazać wystawiania się na promienie Słońca?) Medytowałem też w duchu swojego wpisu z tego bloga z grudnia zeszłego roku. Starałem się bardziej wczuć w położenie moich przodków. Zastanawiało mnie też, jaką rolę pełniłby Księżyc w takiej solarnej religii? Byłby sojusznikiem Słońca walczącym z ciemnościami Nocy? Czy też kimś w rodzaju Szatana, który kradnie energię życiową Świetlistego Bóstwa? A jako, że lubię Księżyc, to czy nie zostałbym kimś w rodzaju satanisty w takim układzie?
(Tak na marginesie. Jedyna odmiana satanizmu, jaka mi się w miarę spodobała to Kościół Szatana z Armagh z cyklu sf Imperium Człowieka autorstwa Dawida Webera i Johna Ringo.)
III
Zmarło się jednemu ateiście, który przy okazji był intelektualny celebrytą. Facet był z nie mojej bajki i pewno byśmy się pobili gdyby zamknęli nas w jednym pokoju. Pewien katolicko-prawicowy portal zamieścił o nim tekst oraz o jego bracie, który jest pobożnym konserwatystą. Niestety przeczytałem oprócz tego tekstu komentarze, jakie się pod nim znajdowały. Chciałbym przerabiać pewnego rodzaju „bogoojczyźniane” bredzenie na laski dynamitu, które następnie wsadzałbym w mordy albo dupy owych nawiedzonych „rycerzy Sprawy” i podpalałbym lonty.
IV
Jeszcze raz o nie pisaniu. Czasami najchętniej bym tak prowadził ten blog by był on podobny do Admiral Cod. Stety, niestety nie jestem anglosaskim bankierem. Choć czasami tak sobie marzę by kimś takim być. O ile fajniej można byłoby widzieć historię swojego kraju. Ten dyskretny urok imperializmu. Jestem jednak nadodrzańskim Sarmatą a nie zachodnim dandysem. I właśnie z tej mojej sarmackiej perspektywy wynika moja niechęć do endeckiej tradycji. Nie uważam jej tak jak to twierdzi Rafał A. Ziemkiewicz, że jest to najpiękniejsza polska tradycja. Ja jej nawet nie uważam za polską. To jest kolejny nabzdyczony prąd intelektualny, który ma pretensję, że w Polsce nie jest tak jak na Zachodzie. Jest także kilka innych środowisk prawicowych, które także lubią się z pozycji zachodnich dąsać na polską, siermiężną rzeczywistość. Tak, więc na pewnym poziomie GW, MW i KZ-M dążą do tego samego celu- przerobienia Lechitów w zachodnich Europejczyków. Przewaga „lewych” nad „prawymi” jest taka, że ci pierwsi odwołują się do Zachodu, który istnieje teraz i tu. Jest to niewątpliwie łatwiej przyswajalne dla demosu. „Prawi” chcą by u nas było tak jak na nieistniejącym Zachodzie (pomijam tutaj fanów USA) . Czyżby chcieliby Polska także nie-istniała jak ów ichni Zachód? Tym pytaniem wyzłośliwiam się straszliwie, bo sam przecież odwołuję się do nieistniejących rzeczywistości (i to nawet do takich, co nie zaistniały), ale o tym kilka zdań później. Swego czasu napisałem, że Polacy nie wyciągnęli wniosków z klęski w 1939 roku. Jest jednak jeszcze gorzej. Myśmy nie wyciągnęli wniosków z klęski rozbiorów. Jak słusznie zauważył profesor Andrzej Waśko masochistyczna fascynacja upadkiem I RP przesłoniła zupełnie fakt, że to państwo wcale nieźle funkcjonowało spory kawał czasu. Zgadzam się z pewnym Niemcem, że konserwatyzm dziś to tworzenie rzeczy, które będziemy chcieli zachować jutro. Więc kiedy polski Demiurg będzie tworzył nową Rzeczpospolitą to chciałbym by wpatrywał się nie w archetypy francuskiej mistyki królewskiej czy brukselskiej demokracji ale w nasze Międzymorskie Rzeczy Wspólne.
(No to raczej nie było o nie pisaniu, ale poprawiać nie będę.)
V
Zrobiłem sobie przerwę w pisaniu i zajrzałem na bloga Studyty. Z zapowiedzi wiedziałem, że ma być nowy wpis. Qrcze, jak to dobrze wiedzieć, że myśli przyjaciół orbitują w podobnych okolicach co moje.
VI
Moim nielicznym Czytelnikom składam życzenia wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Niech Jezus Chrystus, prawdziwy Sol Invictus, oświeca Wasze życie. Wesołego Jule.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natura. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 22 grudnia 2011
czwartek, 11 sierpnia 2011
Przemyślenia w miesiącu sierpa (Anno Domini 2011)
1
Śmierć Andrzeja Leppera. Ludzka psychika może być jak ciemna toń. Jawi się nam jako spokojna i niemącona. Zaś pod spodem wrą procesy destrukcji. Zdając sobie z tego sprawę nie mogę się odpędzić od refleksji, że taka śmierć nie pasuje do tego człowieka. Właśnie tak- nie pasuje. Jak nieodpowiednie zakończenie w utworze muzycznym lub literackim. Ewidentny dysonans.
2
Dzieje ludzkości to stopniowe porzucanie „dlaczego?” na rzecz „jak?”.
3
Zakonnicy i zakonnice to szlachta. Kler diecezjalny to mieszczaństwo.
4
Gdybym miał być poganinem to chciałbym być wyznawcą Mitry. Albo wyznawcą shintoizmu. W tej religii szczególnie mnie pociąga jej związek z Naturą i koncepcja kami. Jako dziecko wierzyłem, że przedmioty mają swoją własną egzystencję. Ostatnio przyłapałem się na tym, że układając świece pilnowałem by znajdowały się one obok swoich „przyjaciół”. Ot, taki dziecięcy przeżytek.
Śmierć Andrzeja Leppera. Ludzka psychika może być jak ciemna toń. Jawi się nam jako spokojna i niemącona. Zaś pod spodem wrą procesy destrukcji. Zdając sobie z tego sprawę nie mogę się odpędzić od refleksji, że taka śmierć nie pasuje do tego człowieka. Właśnie tak- nie pasuje. Jak nieodpowiednie zakończenie w utworze muzycznym lub literackim. Ewidentny dysonans.
2
Dzieje ludzkości to stopniowe porzucanie „dlaczego?” na rzecz „jak?”.
3
Zakonnicy i zakonnice to szlachta. Kler diecezjalny to mieszczaństwo.
4
Gdybym miał być poganinem to chciałbym być wyznawcą Mitry. Albo wyznawcą shintoizmu. W tej religii szczególnie mnie pociąga jej związek z Naturą i koncepcja kami. Jako dziecko wierzyłem, że przedmioty mają swoją własną egzystencję. Ostatnio przyłapałem się na tym, że układając świece pilnowałem by znajdowały się one obok swoich „przyjaciół”. Ot, taki dziecięcy przeżytek.
poniedziałek, 28 marca 2011
Przemyślenia w miesiącu Marsa
I
Suche, zrogowaciałe kawałki skóry, które zdrapałem z siebie. Patrzę na nie. To była kiedyś część mnie. A teraz są oddzielone ode mnie. Bez śladu życia. Czy w końcu ja sam od siebie odpadnę by podzielić ich los?
II
Są dwa paradygmaty politycznej wyobraźni Europejczyków. Imperium Rzymskie i mozaika włoskich państw-miast. Oczywiście dobór takich a nie innych symboli wynika z pewnej efektowności geograficznej. Równie dobrze trzymając się kategorii geograficznych przywołać greckie polis i Imperium Aleksandra Macedońskiego. Trzeba też jasno i wyraźnie powiedzieć, że opozycja ta nie ma nic wspólnego z tak ulubioną dziś przez mainstream opozycją „demokratyczne- nie-demokratyczne (totalitaryzm, dyktatura, et cetera)”. Rzym był Imperium zarówno wtedy jak był Republiką jak i wtedy, gdy był Cesarstwem. Kwestia monarchiczności też się nie tyczy tej sprawy. Monarchia bowiem jest bardziej ze swej natury religijna niż polityczna.
III
„Gdyby w obrębie jednego rodzaju ludzkiego istniała tylko rodzina to zapewnione byłoby jedynie przetrwanie gatunku. Stworzenie państwa dochodzi do skutku dopiero dzięki zaistnieniu drugiego bieguna obdarzonego socjologiczną kreatywnością. A ten drugi biegun to męska społeczność.”
„Teoria męskiej społeczności” Hans Blüher (tłumaczenie- Tomasz Gabiś)
(Muszę się przyznać, że w ostatnich dniach lektura „Teorii męskiej społeczności” była dla mnie pewnym pocieszeniem. Choć nie do końca podzielam radykalizm przekonań autora.)
Suche, zrogowaciałe kawałki skóry, które zdrapałem z siebie. Patrzę na nie. To była kiedyś część mnie. A teraz są oddzielone ode mnie. Bez śladu życia. Czy w końcu ja sam od siebie odpadnę by podzielić ich los?
II
Są dwa paradygmaty politycznej wyobraźni Europejczyków. Imperium Rzymskie i mozaika włoskich państw-miast. Oczywiście dobór takich a nie innych symboli wynika z pewnej efektowności geograficznej. Równie dobrze trzymając się kategorii geograficznych przywołać greckie polis i Imperium Aleksandra Macedońskiego. Trzeba też jasno i wyraźnie powiedzieć, że opozycja ta nie ma nic wspólnego z tak ulubioną dziś przez mainstream opozycją „demokratyczne- nie-demokratyczne (totalitaryzm, dyktatura, et cetera)”. Rzym był Imperium zarówno wtedy jak był Republiką jak i wtedy, gdy był Cesarstwem. Kwestia monarchiczności też się nie tyczy tej sprawy. Monarchia bowiem jest bardziej ze swej natury religijna niż polityczna.
III
„Gdyby w obrębie jednego rodzaju ludzkiego istniała tylko rodzina to zapewnione byłoby jedynie przetrwanie gatunku. Stworzenie państwa dochodzi do skutku dopiero dzięki zaistnieniu drugiego bieguna obdarzonego socjologiczną kreatywnością. A ten drugi biegun to męska społeczność.”
„Teoria męskiej społeczności” Hans Blüher (tłumaczenie- Tomasz Gabiś)
(Muszę się przyznać, że w ostatnich dniach lektura „Teorii męskiej społeczności” była dla mnie pewnym pocieszeniem. Choć nie do końca podzielam radykalizm przekonań autora.)
poniedziałek, 21 marca 2011
Brzezień
Zachód Słońca. Stoję w oknie i patrzę na drzewo, które rośnie przed moim domem. Myślę o tym jak bardzo ta wiosna przypomina jesień.
piątek, 28 stycznia 2011
Smallville
Moje miasto jest jednym z wielu małych miast na Pomorzu Zachodnim. Znalazłbym jakieś pozytywy lub negatywy, które odróżniają je od innych, ale również w tych pozytywach i negatywach jest ono jednym ze zwyczajnych miast tego regionu. Pozwolę sobie w tym tekście nazwać je nazwą pochodzącą z mitologii teraźniejszego Imperium zza Wielkiej Wody. Kraju, który jeszcze dla wielu moich rodaków jest synonimem dostatniego i wygodnego życia. (Choć ostatnie doniesienia medialne zakłócają ów obraz.) Zachodniopomorskie Smallville w odróżnieniu od tego komiksowo-filmowego miasteczka jest spokojne, by nie rzec nudne. Jego rzeczywistość nie zakłócają deszcze meteorytów ani superbohaterowie. Ludzie tutaj zmagają się ze swoimi codziennymi problemami- praca lub jej brak, kredyty, długi, zakupy, woda i inne komunalne niedogodności. Przeżywają problemy rodzinne i swoje własne rozterki egzystencjalne. Każdego dnia księża w kościele próbują to wszystko poprzez Liturgię zakotwiczyć w Wieczności. Ale mało kogo to obchodzi. Żywsze zainteresowanie Kościołem może wywołać skandal obyczajowy z księdzem albo zakonnicą w roli głównej. To już polityka wzbudza większe emocje. Ludzie, co prawda dzielą polityków albo na cwaniaków, albo na oszołomów i mają nadzieję, że ich gierki nie będą miały wpływu na ich życie, ale polityka przydaje się jako jeden z ekwiwalentów sportowej rywalizacji. Można ją bezpiecznie przeżywać z perspektywy fotela przed telewizorem, albo z wódką przy imprezowym stole.
Wieczorem ludzie na chwilę zrzucają z siebie garb codzienności i oddają się marzeniom o innym życiu. Niektórym te chwile nie wystarczają i wyjeżdżają z miasteczka do dużych miast albo jeszcze dalej. Sercem jestem z tymi, co zostają choć sam od kilku lat próbuję wyjechać. Muszę stracić to miasto by je potem móc znowu odzyskać. Choć obawiam się czy rysująca się na horyzoncie zdarzeń nowa geopolityczna burza nie zmiecie tego mojego Smallville tak jak zmiotła świat jego poprzednich mieszkańców. Porządnych mieszczan, na których miejsce przyszli moi barbarzyńscy przodkowie. Ale może nie będzie tak źle i zamiast huraganu będzie tylko małe zawirowanie. Podążających ulicami miasteczka ludzi mało to obchodzi. Jak tu myśleć o geopolityce, gdy rzeczywistość skrzeczy? Czasami myślę, że oni, mniej lub bardziej świadomie, swoje tutaj trwanie postrzegają tak jak trwanie jeziora, drzew, kamieni. Jako coś stałego. Dopóki śmierć nas nie rozłączy.
Pakuje swoje rzeczy i wybieram się do tego drugiego, większego miasta, z którym teraz próbuję związać swoje losy. Za kilka dni znowu wrócę i znowu będę patrzył na ulice mojego Smallville. Na ten realny krajobraz na który nie raz nakładałem siatkę swojej fantazji. Życzę Ci moje miasto by Historia nie obeszła się z Tobą tak okrutnie jak w czasie Drugiej Apokalipsy. Oraz by nie spełniły się moje, co bardziej katastroficzne fantazje. W rzeczywistości mogę nie mieć tyle mocy by Cię ocalić. Jesteś moją Jerozolimą i Rzymem/Bizancjum, Shire i Smallville. Jesteś omfalos wypuszczony przez czerwonego orła by wyznaczał mi kierunki świata. Pokój i błogosławieństwo Tobie. Oby Bóg nie odwracał od Ciebie swojego oblicza. Amen.
Wieczorem ludzie na chwilę zrzucają z siebie garb codzienności i oddają się marzeniom o innym życiu. Niektórym te chwile nie wystarczają i wyjeżdżają z miasteczka do dużych miast albo jeszcze dalej. Sercem jestem z tymi, co zostają choć sam od kilku lat próbuję wyjechać. Muszę stracić to miasto by je potem móc znowu odzyskać. Choć obawiam się czy rysująca się na horyzoncie zdarzeń nowa geopolityczna burza nie zmiecie tego mojego Smallville tak jak zmiotła świat jego poprzednich mieszkańców. Porządnych mieszczan, na których miejsce przyszli moi barbarzyńscy przodkowie. Ale może nie będzie tak źle i zamiast huraganu będzie tylko małe zawirowanie. Podążających ulicami miasteczka ludzi mało to obchodzi. Jak tu myśleć o geopolityce, gdy rzeczywistość skrzeczy? Czasami myślę, że oni, mniej lub bardziej świadomie, swoje tutaj trwanie postrzegają tak jak trwanie jeziora, drzew, kamieni. Jako coś stałego. Dopóki śmierć nas nie rozłączy.
Pakuje swoje rzeczy i wybieram się do tego drugiego, większego miasta, z którym teraz próbuję związać swoje losy. Za kilka dni znowu wrócę i znowu będę patrzył na ulice mojego Smallville. Na ten realny krajobraz na który nie raz nakładałem siatkę swojej fantazji. Życzę Ci moje miasto by Historia nie obeszła się z Tobą tak okrutnie jak w czasie Drugiej Apokalipsy. Oraz by nie spełniły się moje, co bardziej katastroficzne fantazje. W rzeczywistości mogę nie mieć tyle mocy by Cię ocalić. Jesteś moją Jerozolimą i Rzymem/Bizancjum, Shire i Smallville. Jesteś omfalos wypuszczony przez czerwonego orła by wyznaczał mi kierunki świata. Pokój i błogosławieństwo Tobie. Oby Bóg nie odwracał od Ciebie swojego oblicza. Amen.
wtorek, 25 stycznia 2011
Książe znika z radarów
„Kiedy wyzwolimy Francję, będzie tylko jedno do zrobienia: podłożyć pod młot parowy wszystko, co wyprodukował nasz idiotyczny postęp, i za wszelką cenę cofnąć się o wiek, może jeszcze dalej: ustawić ducha we właściwym miejscu. Jeśli tego nie uczynimy, ludzkość się pogrzebie własnymi rękami. Amen!”.
wypowiedź Antoine de Saint-Exupéry na trzy tygodnie przed śmiercią
„Jeśli zginę, nie będę absolutnie niczego żałował. Ten przyszły kopiec termitów przeraża mnie. I nienawidzę ich moralności robotów.Ja zostałem stworzony do tego, by być ogrodnikiem”.
z pożegnalnego listu Antoine de Saint-Exupéry`ego
wypowiedź Antoine de Saint-Exupéry na trzy tygodnie przed śmiercią
„Jeśli zginę, nie będę absolutnie niczego żałował. Ten przyszły kopiec termitów przeraża mnie. I nienawidzę ich moralności robotów.Ja zostałem stworzony do tego, by być ogrodnikiem”.
z pożegnalnego listu Antoine de Saint-Exupéry`ego
środa, 8 września 2010
Teologia z mchu i paproci
I

II
Mam pewną słabość do mchu i paproci. Są to dla mnie takie roślinne symbole archaiczności. A ja bardzo archaiczność lubię. Obiektywnie można by rzec, że życie w dawnych czasach było bardziej ciężkie niż dziś. Mnie się jednak kojarzy archaiczność z poczuciem bezpieczeństwa. Zadomowieniem się w Kosmosie.
III
W kwestiach religijnych jestem kimś w rodzaju tradycjonalisty. Swego czasu napisałbym, że jestem tradycjonalistą, ale właśnie czas zweryfikował to moje twierdzenie.
IV
Podstawą mojej religijności jest chrześcijaństwo. Najmocniej zaznacza się w tym fundamencie katolicyzm. Można zobaczyć też mocny wpływ prawosławia. Do protestantyzmu mam raczej stosunek ambiwalentny. Jednak i tutaj muszę powiedzieć, że są pewne różnorakie inspiracje. Przy czym we wszystkich trzech przypadkach trudno mówić o wpływach teologicznych w sensie doktrynalnym czy też takim akademickim ujęciu teologii. Mam pewne pojęcie na temat doktryn różnorakich wyznań chrześcijańskich, jednak ta sprawa nie rozpala ani mojego umysłu, ani mojego serca.
V
Zdecydowanie wolę stare formy religijne. Choć wcale nie uważam, że należy je petryfikować i niewolniczo trzymać się takiego kształtu. Zresztą każda stara forma kiedyś była nowa. Jestem na pewno przeciwnikiem bezmyślnego gonienia za nowością i w tym celu odrzucania tego, co już było. Jednak nie za bardzo też mnie porywają różnorakie tradycjonalistyczne wojenki. Mogę docenić zaangażowanie, co poniektórych w obronę choćby Mszy Świętej przed nowinkarskimi chuliganami. Na dłuższą jednak metę wychodzi ze mnie liberał (tfu, tfu) co to żyje i daje żyć innym. Podejrzewam, że zbyt wielu latintradsów chętnie zrobiłoby to, co zrobili moderniści po SW II. Myślę jednak, że obecnie w Kościele jest tak duża liczba ludzi, których pobożność ukształtowała Nowa Msza i inne nowoczesne formy pobożności, że niepotrzebnym okrucieństwem byłoby im to zabierać. Bracia tradsi nie powinni się zniżać do poziomu modernistycznych dewastatorów.
VI
Zdecydowanie brakuje mi zapału by z katolickiego balkonu patrzyć z wyższością na prawosławnych („schizmatyków i heretyków”) i protestantów *(„heretyków”). Pewno sam jestem heretykiem, bo dla mnie oni są moimi braćmi w Chrystusie, a dzięki Jezusowi Kościół, choć podzielony jest też jednością. Dokładnie tak, żeby to zgrabnie teologicznie wyjaśnić, to nie wyjaśnię. Natomiast nie brakuje mi zapału by z owego balkonu patrzyć z wyższością, a czasem złośliwie napluć na modernistyczny motłoch.
Nie będę ukrywał, że w katolicyzmie najbardziej porusza mnie to, co jest na marginesie oficjalnego Kościoła. Nie za bardzo przepadam za tomizmem (lecz mam sympatię do świętego Tomasza z Akwinu), lubię Jana Szkota Eriugenę, Juliannę z Norwich, mistrza Eckharta, Mikołaja z Kuzy. Nawet tak oficjalny święty jak Augustyn, a który jest na mojej liście, dziś jest raczej trzymany na uboczu. Być może obecny pontyfikat to zmieni.
Zdecydowanie nie uważam, że trzeba wierzyć tak jak tomiści z przełomu XIX i XX wieku by uzyskać zbawienie.
*Choć żeby być dokładnym mam dość liczne zastrzeżenia do protestanckiej teologii.
VII
Mam też pewną słabość do przedchrześcijańskich wierzeń. Najmocniej chyba do mitologii germańskiej, hinduskiej, grecko-rzymskiej oraz wierzeń Wielkiego Stepu i Słowian. Dorzucić mogę jeszcze sprawy religijne Indian Ameryki Północnej, Celtów i Japończyków. Fascynują mnie też najbardziej pierwotne formy religijności jakie cechowały wychodzący z mroku zwierzęcości rodzaj ludzki.
VIII
Judaizm uważam za coś wewnętrznego do chrześcijaństwa, lecz przenoszenie pewnych spraw z judaizmu rabinicznego do chrześcijańskich wspólnot to raczej nieporozumienie. Z kolei odcinanie się od tradycji żydowskiej to dla mnie głupota.
IX
Nie uważam, że sensem religii jest produkowanie dobrych ludzi. Moralność spłyca a nie pogłębia przesłanie religii. Może wręcz zerwać ową więź pomiędzy Niebiosami a Ziemią. Ogólnie jestem wrogiem moralizowania (nie zaś moralności). Niestety zapewne da się mnie zaliczyć do innej grupy spłycaczy. Owej gromady estetów zachwyconych subtelnością religijnych ceremonii i symboli, poszukiwaczy metafizycznych dreszczy, dla których ważniejsze są owe dreszcze niż Bóg.
X
Z jednej strony ważne jest dla mnie uznanie Jezusa jako osobistego Zbawiciela. Nawiązanie osobowej relacji z Bogiem. Mam z tym jednak, niestety, bardzo spore problemy. Zbyt często nie czuję tej Opatrznościowej Opieki. Z drugiej stronie niesłychanie jest dla mnie ważny Rok Liturgiczny powiązany z porami roku. Taka synteza Pisma Świętego z Księgą Natury.
Usiąść na mchu wśród paproci w obecności Ojca.
II
Mam pewną słabość do mchu i paproci. Są to dla mnie takie roślinne symbole archaiczności. A ja bardzo archaiczność lubię. Obiektywnie można by rzec, że życie w dawnych czasach było bardziej ciężkie niż dziś. Mnie się jednak kojarzy archaiczność z poczuciem bezpieczeństwa. Zadomowieniem się w Kosmosie.
III
W kwestiach religijnych jestem kimś w rodzaju tradycjonalisty. Swego czasu napisałbym, że jestem tradycjonalistą, ale właśnie czas zweryfikował to moje twierdzenie.
IV
Podstawą mojej religijności jest chrześcijaństwo. Najmocniej zaznacza się w tym fundamencie katolicyzm. Można zobaczyć też mocny wpływ prawosławia. Do protestantyzmu mam raczej stosunek ambiwalentny. Jednak i tutaj muszę powiedzieć, że są pewne różnorakie inspiracje. Przy czym we wszystkich trzech przypadkach trudno mówić o wpływach teologicznych w sensie doktrynalnym czy też takim akademickim ujęciu teologii. Mam pewne pojęcie na temat doktryn różnorakich wyznań chrześcijańskich, jednak ta sprawa nie rozpala ani mojego umysłu, ani mojego serca.
V
Zdecydowanie wolę stare formy religijne. Choć wcale nie uważam, że należy je petryfikować i niewolniczo trzymać się takiego kształtu. Zresztą każda stara forma kiedyś była nowa. Jestem na pewno przeciwnikiem bezmyślnego gonienia za nowością i w tym celu odrzucania tego, co już było. Jednak nie za bardzo też mnie porywają różnorakie tradycjonalistyczne wojenki. Mogę docenić zaangażowanie, co poniektórych w obronę choćby Mszy Świętej przed nowinkarskimi chuliganami. Na dłuższą jednak metę wychodzi ze mnie liberał (tfu, tfu) co to żyje i daje żyć innym. Podejrzewam, że zbyt wielu latintradsów chętnie zrobiłoby to, co zrobili moderniści po SW II. Myślę jednak, że obecnie w Kościele jest tak duża liczba ludzi, których pobożność ukształtowała Nowa Msza i inne nowoczesne formy pobożności, że niepotrzebnym okrucieństwem byłoby im to zabierać. Bracia tradsi nie powinni się zniżać do poziomu modernistycznych dewastatorów.
VI
Zdecydowanie brakuje mi zapału by z katolickiego balkonu patrzyć z wyższością na prawosławnych („schizmatyków i heretyków”) i protestantów *(„heretyków”). Pewno sam jestem heretykiem, bo dla mnie oni są moimi braćmi w Chrystusie, a dzięki Jezusowi Kościół, choć podzielony jest też jednością. Dokładnie tak, żeby to zgrabnie teologicznie wyjaśnić, to nie wyjaśnię. Natomiast nie brakuje mi zapału by z owego balkonu patrzyć z wyższością, a czasem złośliwie napluć na modernistyczny motłoch.
Nie będę ukrywał, że w katolicyzmie najbardziej porusza mnie to, co jest na marginesie oficjalnego Kościoła. Nie za bardzo przepadam za tomizmem (lecz mam sympatię do świętego Tomasza z Akwinu), lubię Jana Szkota Eriugenę, Juliannę z Norwich, mistrza Eckharta, Mikołaja z Kuzy. Nawet tak oficjalny święty jak Augustyn, a który jest na mojej liście, dziś jest raczej trzymany na uboczu. Być może obecny pontyfikat to zmieni.
Zdecydowanie nie uważam, że trzeba wierzyć tak jak tomiści z przełomu XIX i XX wieku by uzyskać zbawienie.
*Choć żeby być dokładnym mam dość liczne zastrzeżenia do protestanckiej teologii.
VII
Mam też pewną słabość do przedchrześcijańskich wierzeń. Najmocniej chyba do mitologii germańskiej, hinduskiej, grecko-rzymskiej oraz wierzeń Wielkiego Stepu i Słowian. Dorzucić mogę jeszcze sprawy religijne Indian Ameryki Północnej, Celtów i Japończyków. Fascynują mnie też najbardziej pierwotne formy religijności jakie cechowały wychodzący z mroku zwierzęcości rodzaj ludzki.
VIII
Judaizm uważam za coś wewnętrznego do chrześcijaństwa, lecz przenoszenie pewnych spraw z judaizmu rabinicznego do chrześcijańskich wspólnot to raczej nieporozumienie. Z kolei odcinanie się od tradycji żydowskiej to dla mnie głupota.
IX
Nie uważam, że sensem religii jest produkowanie dobrych ludzi. Moralność spłyca a nie pogłębia przesłanie religii. Może wręcz zerwać ową więź pomiędzy Niebiosami a Ziemią. Ogólnie jestem wrogiem moralizowania (nie zaś moralności). Niestety zapewne da się mnie zaliczyć do innej grupy spłycaczy. Owej gromady estetów zachwyconych subtelnością religijnych ceremonii i symboli, poszukiwaczy metafizycznych dreszczy, dla których ważniejsze są owe dreszcze niż Bóg.
X
Z jednej strony ważne jest dla mnie uznanie Jezusa jako osobistego Zbawiciela. Nawiązanie osobowej relacji z Bogiem. Mam z tym jednak, niestety, bardzo spore problemy. Zbyt często nie czuję tej Opatrznościowej Opieki. Z drugiej stronie niesłychanie jest dla mnie ważny Rok Liturgiczny powiązany z porami roku. Taka synteza Pisma Świętego z Księgą Natury.
Usiąść na mchu wśród paproci w obecności Ojca.
czwartek, 26 sierpnia 2010
Przemyślenia w miesiącu sierpa.
I
Wieś jest przedziwnym miejscem. Przecięciem się dróg natury i cywilizacji. Miejscem, w którym równocześnie można zachwycić się i potęgą ludzkiego rozumu i męstwa jak i potęgi cywilizacji. W jednej chwili możemy sobie zdać sprawę jak jesteśmy potężni i zaraz potem jak jesteśmy zależni od sił przyrody. Miałem okazję tego posmakować odwiedzając wioskę moich świętej pamięci Dziadka i Babci. Poczułem się trochę jak za dawnych czasów. Jednak Koło Czasu się obraca i zmiany następują. Rozbrzmiewający w sobotnią noc techno-łomot obwieszczał, że Megapolis zaraziło i ten obszar skutecznie niwelując różnice pomiędzy wsią i miastem. Na szczęście nie zniszczyła jeszcze wszystkiego. Po za tym, co powstało musi też i upaść. Jest, więc nadzieja.
II
Odkąd pamiętam miałem słabość do drzew. Wizja wielkiego drzewa, na którym można zamieszkać była dla mnie wielce pociągająca. To chyba główny powód dla którego tak bardzo mi się spodobał „Awatar” J.Camerona. Będąc na wsi moich przodków patrząc na widok z progu ich domu zrozumiałem dlaczego.

III
Ruszyłem, więc na poszukiwanie innych tropów łączących moją świadomość z tym miejscem. Z architektury domów i zabudowań gospodarskich wywiodłem moje zamiłowanie do Średniowiecza i tradycji ludów germańskich, czy też szerzej ludów Północy. (Świetnie się czytało „Kalewalę” w tamtym miejscu.) Rozmyślałem też nad innymi swoimi aspektami, ale nie doszedłem do jakiś jednoznacznych wniosków. Zastanowiło mnie czy można z takich przesłanek wnioskować coś o przyszłości?
IV
W tym względzie nie doszedłem też do jakiś konkretnych wniosków, ale za to pomyślałem, że może to miejsce rzuca jakieś światło na moją futurologię. Moje pesymistyczne wizje przyszłości Polski są być może projekcją mojej tęsknoty za utraconym dzieciństwem. Straciłem jasny i poukładany świat, więc piętnem katastrofy znaczę całą rzeczywistość. Można by się puścić tropem stirnerowskiego Jedynego. Gnicie państwa polskiego, katastrofa smoleńska, klęski żywiołowe nawiedzające nasz kraj, to jedynie obrazy rozpadu mojej osobowości. Jednak ja nie jestem wyznawcą tej egoistycznej wizji. Myślę, że po prostu moje obecne nastawienie psychiczne sprzyja wyłapywaniu tych ponurych aspektów naszej rzeczywistości. Być może gdybym był młodym, wykształconym z dużego miasta, któremu się dobrze dzieje patrzyłbym na rzeczywistość optymistyczniej.
V
Wyjścia wszystkie, zanim się wejdzie,
Trzeba obejrzeć,
Trzeba zbadać,
Bo nie wiadomo, gdzie wrogowie
Siedzą w świetlicy.
(Edda, Havamal)
Wieś jest przedziwnym miejscem. Przecięciem się dróg natury i cywilizacji. Miejscem, w którym równocześnie można zachwycić się i potęgą ludzkiego rozumu i męstwa jak i potęgi cywilizacji. W jednej chwili możemy sobie zdać sprawę jak jesteśmy potężni i zaraz potem jak jesteśmy zależni od sił przyrody. Miałem okazję tego posmakować odwiedzając wioskę moich świętej pamięci Dziadka i Babci. Poczułem się trochę jak za dawnych czasów. Jednak Koło Czasu się obraca i zmiany następują. Rozbrzmiewający w sobotnią noc techno-łomot obwieszczał, że Megapolis zaraziło i ten obszar skutecznie niwelując różnice pomiędzy wsią i miastem. Na szczęście nie zniszczyła jeszcze wszystkiego. Po za tym, co powstało musi też i upaść. Jest, więc nadzieja.
II
Odkąd pamiętam miałem słabość do drzew. Wizja wielkiego drzewa, na którym można zamieszkać była dla mnie wielce pociągająca. To chyba główny powód dla którego tak bardzo mi się spodobał „Awatar” J.Camerona. Będąc na wsi moich przodków patrząc na widok z progu ich domu zrozumiałem dlaczego.
III
Ruszyłem, więc na poszukiwanie innych tropów łączących moją świadomość z tym miejscem. Z architektury domów i zabudowań gospodarskich wywiodłem moje zamiłowanie do Średniowiecza i tradycji ludów germańskich, czy też szerzej ludów Północy. (Świetnie się czytało „Kalewalę” w tamtym miejscu.) Rozmyślałem też nad innymi swoimi aspektami, ale nie doszedłem do jakiś jednoznacznych wniosków. Zastanowiło mnie czy można z takich przesłanek wnioskować coś o przyszłości?
IV
W tym względzie nie doszedłem też do jakiś konkretnych wniosków, ale za to pomyślałem, że może to miejsce rzuca jakieś światło na moją futurologię. Moje pesymistyczne wizje przyszłości Polski są być może projekcją mojej tęsknoty za utraconym dzieciństwem. Straciłem jasny i poukładany świat, więc piętnem katastrofy znaczę całą rzeczywistość. Można by się puścić tropem stirnerowskiego Jedynego. Gnicie państwa polskiego, katastrofa smoleńska, klęski żywiołowe nawiedzające nasz kraj, to jedynie obrazy rozpadu mojej osobowości. Jednak ja nie jestem wyznawcą tej egoistycznej wizji. Myślę, że po prostu moje obecne nastawienie psychiczne sprzyja wyłapywaniu tych ponurych aspektów naszej rzeczywistości. Być może gdybym był młodym, wykształconym z dużego miasta, któremu się dobrze dzieje patrzyłbym na rzeczywistość optymistyczniej.
V
Wyjścia wszystkie, zanim się wejdzie,
Trzeba obejrzeć,
Trzeba zbadać,
Bo nie wiadomo, gdzie wrogowie
Siedzą w świetlicy.
(Edda, Havamal)
sobota, 31 lipca 2010
Włóczęgi po zielonych zakątkach
Kolejny tekst z mojego starego bloga. Poniekąd związany z tytułem tego bloga. Przynajmniej mi się tak kojarzy.
W moim miasteczku najbardziej lubię te miejsca, które są jakby na zapleczu urbanistycznej przestrzeni, leżące na jej obrzeżach. Można tam zobaczyć pracowicie uprawiane działki, ale też i miejsca gdzie bujnie rośnie dzika roślinność. Przemykają tamtędy koty i psy, ale też zwierzęta nienależące do ludzkiej hodowli. Obok ludzkiego zabiegania można, więc zaobserwować rytm pierwotnego życia w jego enklawach obok ludzkiej hybris. To jest wiedza o naszej cywilizacji technicznej, która spoczywa na kruchym lodzie, pod którym kłębi się dziki żywioł.
W moim miasteczku najbardziej lubię te miejsca, które są jakby na zapleczu urbanistycznej przestrzeni, leżące na jej obrzeżach. Można tam zobaczyć pracowicie uprawiane działki, ale też i miejsca gdzie bujnie rośnie dzika roślinność. Przemykają tamtędy koty i psy, ale też zwierzęta nienależące do ludzkiej hodowli. Obok ludzkiego zabiegania można, więc zaobserwować rytm pierwotnego życia w jego enklawach obok ludzkiej hybris. To jest wiedza o naszej cywilizacji technicznej, która spoczywa na kruchym lodzie, pod którym kłębi się dziki żywioł.
Subskrybuj:
Posty (Atom)