Nadchodzi czas zmian. Miś musi wyruszyć w drogę by odnaleźć niedźwiedzia w sobie. Już wiele razy w swoim życiu ogłaszałem czas zmian i gówno mi z tego wychodziło. Tyle, że paradoksalnie zmiany i tak nadchodziły. Tyle, że raczej nie takie jakie bym chciał. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Na sam początek kończę ten blog. Powisi on jeszcze do 23 stycznia, a potem zostanie nieodwołalnie skasowany.
Good night and good luck.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą droga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą droga. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 24 grudnia 2013
niedziela, 24 listopada 2013
Heretyk
Moja herezja: I RP była wspaniała, miała
wspaniały ustrój. Nasze powstania były wspaniałe, warto walczyć o
wolność. Sarmatyzm i romantyzm to najcenniejsze składniki naszej
kultury.
wtorek, 24 stycznia 2012
czwartek, 22 września 2011
Przemyślenia w siódmym miesiącu
1
Na mocy siedemnastego artykułu henrycjańskiego ogłaszam, że
Bronisław Komorowski nie jest moim prezydentem. Ani Donald Tusk moim premierem.
2
Im bardziej jesteśmy nowocześni tym bardziej powinniśmy być
konserwatywni po to byśmy to my rządzili techniką a nie ona nami.
3
Siedzę sobie razem z Beatrycze na weselu Pat w bardzo zacnym
gronie. Naprzeciw mnie jest Studyta wraz ze swoją nadobną małżonką. Pijemy
sobie na przemian wódkę z winem. W pewnym momencie Study pyta się mnie o moją
tożsamość narodową. Odpowiadam buńczucznie:
-Jestem Prusakiem.
Co prawda Pomorze Zachodnie były przez pewien czas prowincją
Królestwa Prus, ale żadną miarą nie są częścią Prus. Bardziej serio
odpowiadając powinienem powiedzieć, że jestem Pomorzaninem. Ale co to znaczy?
Patrząc na historię Pomorza Zachodniego można dostrzec, że kraina owa gościła
kilka różnych kultur. Żadna z nich na stałe nie utrzymała się na tym terytorium.
Oczywiście owa przemienność kultur występowała także na innych terytoriach
należących obecnie do Rzeczpospolitej. Lecz na nich da się od średniowiecza
poprowadzić jakiś stały motyw kulturowy. Pomorze Zachodnie zaś jest zalewane
przez fale słowiańskie, skandynawskie i niemieckie by w końcu wszystko to
zmiótł komunistyczny sztorm, który pozostawił po sobie rumowisko. Na nim zaś
chodzimy my obecni mieszkańcy Pomorza i próbujemy klecić nieporadnie jakąś
swoją tożsamość. Pomorze Zachodnie etno-kulturowa
czarna dziura.
4
(Jakby, co, to może nie czytajcie tego przy jedzeniu.)
Kościół (świątynia) jest nazywana domem Bożym. Zaiste jednak
specyficznie ludzie się w owym domu zachowują. Już nie mówię o braku słuchania
Gospodarza, bo to się i zdarza gospodarzom ludzkim. Chodzi o
estetyczno-porządkowe sprawy. Wiele rzeczy już sprzątałem z kościelnej podłogi.
Kartoniki po sokach, połamane herbatniki, sklepowe paragony, pinezki (te
musiałem wyjmować z kropielnicy). Oprócz tego ostatniego zapewne ot tak sobie
rzucone na podłogę. Ostatnio zaś musiałem sprzątać gówno, które ktoś na bucie
wniósł do kościoła a potem pozbył się go wycierając o ławkę. Tłumaczy się nam
byśmy wyzbywali się „demonicznych obrazów Boga” na rzecz obrazu Boga
miłosiernego. Wychodzi jednak na to, że ludzie chyba zaczynają uważać Boga za
takiego frajera, któremu można nabałaganić w domu a on i tak spełni nasze
żądania.
5
Wracając do sprawy Pomorza i Prus, to naszła mnie kiedyś
szalona myśl by zaadaptować pruski styl do warunków polskich. Ów styl
obowiązywałby przede wszystkim na bałtyckiej rubieży Rzeczpospolitej. Z jednej
strony byłoby to jakieś rozwiązanie owego spójnego braku historycznej
tożsamości tych ziem, przede wszystkim Pomorza Zachodniego. Zaś z drugiej chodziłoby
o stworzenie wojowniczej nacji, która stałaby na straży morskich interesów
Rzeczpospolitej.
Wojna to rzecz straszna. Wyzwala w człowieku to, co najgorsze. Mordy, grabieże, gwałty- są tacy, co nurzają się w tym z prawdziwą rozkoszą.I dlatego też niektórzy zostają żołnierzami po to by właśnie bronić
swoich przed tymi bestiami w ludzkiej skórze.
czwartek, 14 lipca 2011
Geopolityczny romantyzm
1
Mam taką fantazję związaną z moim starym blogiem. W niej przedstawiciel jakowyś tajnych służb staje się czytelnikiem moich tekstów a potem mnie werbuje do swojej służby. A tam staję się jednym z lepszych analityków. To jest ta jedna z tych fantazji gdzie z większym realizmem odnoszę się do swoich fizycznych niedoskonałości, więc nie jestem tam kimś w rodzaju Jamesa Bonda lecz odpowiednikiem raczej Jacka Ryana. W związku jednak z moim tekstem „Geopolityka Matki Bożej” (można go przeczytać poniżej) czuję się zmuszony dokonać czegoś w rodzaju pożegnania z tą fantazją. Choć znając siebie i tak będę nadal o tym marzył.
2
Dwóch moich przyjaciół, których zdanie sobie wielce cenię, Studyta i Lester, odniosło się do wspomnianego powyżej tekstu. Ogólnie ich ocenę można streścić w następujący sposób: piękna romantyczna wizja nie za bardzo przystająca do realiów. Akurat wtedy kiedy wygłaszali swoje opinie byłem w nastroju bardzo pojednawczym, więc za bardzo nie oponowałem. Jednak im dłużej nad tym myślałem tym bardziej się utwierdzałem, że nie byłem, niestety, za bardzo szczery w tej swojej ugodowości. Moja nieszczerość nie wynikała z jakiegoś wyrachowania wobec moich Przyjaciół. Byłem, bowiem przede wszystkim nieszczery wobec samego siebie. Czas więc skończyć z tym i szczerze powiedzieć, co myślę w związku z tym tekstem.
3
Macie rację moi Przyjaciele. „Geopolityka Matki Bożej” to romantyczna wizja, która nie za bardzo przystaje do obecnych realiów. W jednym z ostatnich numerów „Gościa Niedzielnego” był artykuł, w którym były zamieszczone socjologiczne obserwacje na temat wiary Polaków. Można powiedzieć, że nie jest źle, ale jednak daje się zauważyć pewną tendencję spadkową. Sytuacja robi się zaś naprawdę tragiczna jeśli chodzi o powołania kapłańskie i zakonne. Dodajmy do tego obywatelskie wypalenie ludu nad Wisłą i skupienie się na konsumpcji połączone z zabobonną wiarą w to, że skoro jesteśmy w UE i NATO to historia się dla nas skończyła i nic złego nas już nie spotka. A to jest tylko podwórko polskie. W innych krajach Międzymorza jest podobnie. Ktoś, kto teraz na forum publicznym wystąpiłby z projektem Królestwa Marii byłby bardzo szybko zakwalifikowany, jako oszołom. Sam uznałbym tego człowieka za kogoś wielce nieroztropnego. Dziś taka koncepcja to domena marzycieli, romantyków, pewno i szaleńców. Nie ma na nią miejsca w skupionej na sondażowej teraźniejszości rzeczywistości politycznej krajów Europy Środkowowschodniej.
4
Przez pewien czas określałem siebie, jako politycznego realistę. To widzenia spraw politycznych tak jak to ujmowali Machiavelli i Carl Schmitt miało być najwłaściwsze. Jednak tak naprawdę w głębi ducha zawsze byłem romantykiem i to się też przekładało na politykę. Byłem na przykład zwolennikiem Imperium Europejskiego nie dlatego, że tak mi nakazywało realistyczne widzenie miejsca Europy (i Polski) na mapie międzynarodowej, ale dlatego, że porwał mnie romantyczny styl opowieści o Imperium jaki w „Stańczyku” zaprezentował Tomasz Gabiś. Z dwóch trumien (Dmowski i Piłsudski) wybrałem trumnę Marszałka dlatego, że legenda Legionów była bardziej romantyczna niż dzieje endecji. Jak to mawiałem: zawsze wolę rewolwerowców od buchalterów. Sam zaś Piłsudski ze swoją maksymą „romantyzm celów, realizm środków” wskazywał mi jak połączyć moje romantyczne inklinacje z nauką realizmu politycznego. „Książę” i „Pojęcie polityczności” będą nadal dla mnie ważnymi lekturami. Jednak to nie polityczny realizm będzie główną dominantą mojego widzenia spraw politycznych.
5
Po za tym realizm polityczny w Polsce uważam za mało twórczy. W pewnym uproszczeniu polega on na przekonaniu, że należy rozpoznać, który z naszych sąsiadów na linii Wschód-Zachód jest silniejszy i do niego należy się przyłączyć. Według mnie oznacza to, że Polacy nie przerobili lekcji II wojny światowej. Ta lekcja nie zostanie szybko zrozumiana. Niewolnicze dziedzictwo PRL-u, fałszywe przekonanie, że Polska jest częścią zachodniej Europy powodują tworzenie różnych mylnych światoobrazów. Można wykazywać, że tak naprawdę osią życia dla nas jest oś Północ-Południe, że tylko Międzymorze jest dla nas dobrym wyjściem, ale nic to jednak nie da. Nie przebije się to do zaczadzonych dmowszczyzną łbów prawiących o konecznych wyborach cywilizacyjno-politycznych. No cóż jak to odkryłem nie jestem polskim patriotą tylko patriotą Rzeczpospolitej, czyli Królestwa Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego (a z WXL mój ród się wywodzi). A to państwo jest bardziej niż wirtualne. Nikt się tak naprawdę do niego nie chce przyznać. A jak już sięga po jego tradycję to kala się ją jakimś narodowym szowinizmem. Więc skoro moje państwo nie istnieje, jako podmiot polityki międzynarodowej to mogę sobie pozwolić na geopolityczny romantyzm. Realistyczne teksty o tym, komu Polactwo ma lizać dupę by ten łaskawie zostawił Polactwu godło, flagę i język urzędowy zostawiam innym.
6
Nie ma państwa dla którego tajnej służby chciałbym tworzyć realistyczne analizy. Mogę jedynie o takim państwie marzyć. Mogę jedynie marzyć, że Najwyższy jednak się zlituje i podaruje Trzeciej Europie kolejnego Marszałka i jego Legion. I pobłogosławi ich walce by z ich krwi i trudu powstała Rzeczpospolita, która na świętym wzgórzu Wawel zgromadzi plemion wiele.
PS: Na zakończenie węgierskiej prezydencji w UE przybyła do Polski Narodowa Pielgrzymka Węgrów. Wśród pielgrzymów byli przedstawiciele węgierskich władz oraz węgierscy kapłani katoliccy nie tylko z samych Węgier, ale także z Siedmiogrodu i Ukrainy. Była to, więc poniekąd pielgrzymka z Krajów Korony Świętego Stefana. Celem głównym pielgrzymki była Jasna Góra. W klasztorze złożona wota od narodu węgierskiego. Przeor klasztoru podarował Madziarom kopie ikony Czarnej Madonny. Została ona zawieszona w bazylice świętego Stefana w Budapeszcie obok relikwii świętego króla.
(Wcale bym się nie obraził jakby Trzecią Europę skonsolidował Admirał albo Kende.)
Mam taką fantazję związaną z moim starym blogiem. W niej przedstawiciel jakowyś tajnych służb staje się czytelnikiem moich tekstów a potem mnie werbuje do swojej służby. A tam staję się jednym z lepszych analityków. To jest ta jedna z tych fantazji gdzie z większym realizmem odnoszę się do swoich fizycznych niedoskonałości, więc nie jestem tam kimś w rodzaju Jamesa Bonda lecz odpowiednikiem raczej Jacka Ryana. W związku jednak z moim tekstem „Geopolityka Matki Bożej” (można go przeczytać poniżej) czuję się zmuszony dokonać czegoś w rodzaju pożegnania z tą fantazją. Choć znając siebie i tak będę nadal o tym marzył.
2
Dwóch moich przyjaciół, których zdanie sobie wielce cenię, Studyta i Lester, odniosło się do wspomnianego powyżej tekstu. Ogólnie ich ocenę można streścić w następujący sposób: piękna romantyczna wizja nie za bardzo przystająca do realiów. Akurat wtedy kiedy wygłaszali swoje opinie byłem w nastroju bardzo pojednawczym, więc za bardzo nie oponowałem. Jednak im dłużej nad tym myślałem tym bardziej się utwierdzałem, że nie byłem, niestety, za bardzo szczery w tej swojej ugodowości. Moja nieszczerość nie wynikała z jakiegoś wyrachowania wobec moich Przyjaciół. Byłem, bowiem przede wszystkim nieszczery wobec samego siebie. Czas więc skończyć z tym i szczerze powiedzieć, co myślę w związku z tym tekstem.
3
Macie rację moi Przyjaciele. „Geopolityka Matki Bożej” to romantyczna wizja, która nie za bardzo przystaje do obecnych realiów. W jednym z ostatnich numerów „Gościa Niedzielnego” był artykuł, w którym były zamieszczone socjologiczne obserwacje na temat wiary Polaków. Można powiedzieć, że nie jest źle, ale jednak daje się zauważyć pewną tendencję spadkową. Sytuacja robi się zaś naprawdę tragiczna jeśli chodzi o powołania kapłańskie i zakonne. Dodajmy do tego obywatelskie wypalenie ludu nad Wisłą i skupienie się na konsumpcji połączone z zabobonną wiarą w to, że skoro jesteśmy w UE i NATO to historia się dla nas skończyła i nic złego nas już nie spotka. A to jest tylko podwórko polskie. W innych krajach Międzymorza jest podobnie. Ktoś, kto teraz na forum publicznym wystąpiłby z projektem Królestwa Marii byłby bardzo szybko zakwalifikowany, jako oszołom. Sam uznałbym tego człowieka za kogoś wielce nieroztropnego. Dziś taka koncepcja to domena marzycieli, romantyków, pewno i szaleńców. Nie ma na nią miejsca w skupionej na sondażowej teraźniejszości rzeczywistości politycznej krajów Europy Środkowowschodniej.
4
Przez pewien czas określałem siebie, jako politycznego realistę. To widzenia spraw politycznych tak jak to ujmowali Machiavelli i Carl Schmitt miało być najwłaściwsze. Jednak tak naprawdę w głębi ducha zawsze byłem romantykiem i to się też przekładało na politykę. Byłem na przykład zwolennikiem Imperium Europejskiego nie dlatego, że tak mi nakazywało realistyczne widzenie miejsca Europy (i Polski) na mapie międzynarodowej, ale dlatego, że porwał mnie romantyczny styl opowieści o Imperium jaki w „Stańczyku” zaprezentował Tomasz Gabiś. Z dwóch trumien (Dmowski i Piłsudski) wybrałem trumnę Marszałka dlatego, że legenda Legionów była bardziej romantyczna niż dzieje endecji. Jak to mawiałem: zawsze wolę rewolwerowców od buchalterów. Sam zaś Piłsudski ze swoją maksymą „romantyzm celów, realizm środków” wskazywał mi jak połączyć moje romantyczne inklinacje z nauką realizmu politycznego. „Książę” i „Pojęcie polityczności” będą nadal dla mnie ważnymi lekturami. Jednak to nie polityczny realizm będzie główną dominantą mojego widzenia spraw politycznych.
5
Po za tym realizm polityczny w Polsce uważam za mało twórczy. W pewnym uproszczeniu polega on na przekonaniu, że należy rozpoznać, który z naszych sąsiadów na linii Wschód-Zachód jest silniejszy i do niego należy się przyłączyć. Według mnie oznacza to, że Polacy nie przerobili lekcji II wojny światowej. Ta lekcja nie zostanie szybko zrozumiana. Niewolnicze dziedzictwo PRL-u, fałszywe przekonanie, że Polska jest częścią zachodniej Europy powodują tworzenie różnych mylnych światoobrazów. Można wykazywać, że tak naprawdę osią życia dla nas jest oś Północ-Południe, że tylko Międzymorze jest dla nas dobrym wyjściem, ale nic to jednak nie da. Nie przebije się to do zaczadzonych dmowszczyzną łbów prawiących o konecznych wyborach cywilizacyjno-politycznych. No cóż jak to odkryłem nie jestem polskim patriotą tylko patriotą Rzeczpospolitej, czyli Królestwa Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego (a z WXL mój ród się wywodzi). A to państwo jest bardziej niż wirtualne. Nikt się tak naprawdę do niego nie chce przyznać. A jak już sięga po jego tradycję to kala się ją jakimś narodowym szowinizmem. Więc skoro moje państwo nie istnieje, jako podmiot polityki międzynarodowej to mogę sobie pozwolić na geopolityczny romantyzm. Realistyczne teksty o tym, komu Polactwo ma lizać dupę by ten łaskawie zostawił Polactwu godło, flagę i język urzędowy zostawiam innym.
6
Nie ma państwa dla którego tajnej służby chciałbym tworzyć realistyczne analizy. Mogę jedynie o takim państwie marzyć. Mogę jedynie marzyć, że Najwyższy jednak się zlituje i podaruje Trzeciej Europie kolejnego Marszałka i jego Legion. I pobłogosławi ich walce by z ich krwi i trudu powstała Rzeczpospolita, która na świętym wzgórzu Wawel zgromadzi plemion wiele.
PS: Na zakończenie węgierskiej prezydencji w UE przybyła do Polski Narodowa Pielgrzymka Węgrów. Wśród pielgrzymów byli przedstawiciele węgierskich władz oraz węgierscy kapłani katoliccy nie tylko z samych Węgier, ale także z Siedmiogrodu i Ukrainy. Była to, więc poniekąd pielgrzymka z Krajów Korony Świętego Stefana. Celem głównym pielgrzymki była Jasna Góra. W klasztorze złożona wota od narodu węgierskiego. Przeor klasztoru podarował Madziarom kopie ikony Czarnej Madonny. Została ona zawieszona w bazylice świętego Stefana w Budapeszcie obok relikwii świętego króla.
(Wcale bym się nie obraził jakby Trzecią Europę skonsolidował Admirał albo Kende.)
czwartek, 16 czerwca 2011
Geopolityka Matki Bożej
„Bycie postmodernistą może dziś bowiem także oznaczać sięganie do mitycznej historii Europy i wskrzeszanie jej dawno zapomnianego dziedzictwa.”
Tomislav Sunic
I
Od dłuższego czasu jestem święcie przekonany, że odpowiednią geopolityczną odpowiedzią na wyzwania obecnego czasu jaką musi udzielić Polska jest idea Międzymorza. Region środkowoeuropejski jest zbyt mały na te wszystkie wielkie projekty nacjonalistyczne, a z kolei idee narodowe są chętnie wykorzystywane do rozgrywanie nacji międzymorskich przez potęgi zewnętrzne. Szeroki sojusz od Bałkanów (i Turcji) aż po Skandynawię może stać się znaczącym graczem nie tylko na arenie europejskiej. Ośrodkiem krystalizującym taki sojusz może się stać (choć nie musi) Rzeczpospolita. Konkretnie nie tylko Polska, ale także i te ziemie, które kiedyś wchodziły w skład Rzplitej. Mój przyjaciel Studyta stwierdził, że tym, co nas zbliża do I Rzeczpospolitej jest stan naszych dróg. Zastanowiłem się czy jest jednak jakiś inny element łączący nas z tamtym państwem niż infrastruktura drogowa? I owszem takowy znalazłem.
II
1 kwietnia 1656 w czasie mszy w katedrze lwowskiej król Jan Kazimierz Waza dokonał aktu jaki my znamy jako śluby lwowskie. Tekst owych ślubów daję poniżej.
Wielka człowieczeństwa Boskiego Matko i Panno!
Ja, Jan Kazimierz, Twego Syna, Króla królów i Pana mojego, i Twoim zmiłowaniem się król, do Twych Najświętszych stóp przychodząc, tę oto konfederacyję czynię: Ciebie za Patronkę moją i państwa mego Królową dzisiaj obieram. Mnie, Królestwo moje Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie, Ruskie, Pruskie, Mazowieckie, Żmudzkie, Inflanckie i Czernihowskie, wojsko obojga narodów i pospólstwo wszystko Twojej osobliwej opiece i obronie polecam, Twojej pomocy i miłosierdzia w teraźniejszym utrapieniu królestwa mego przeciwko nieprzyjaciołom pokornie żebrzę...
A że wielkimi Twymi dobrodziejstwy zniewolony przymuszony jestem z narodem polskim do nowego i gorącego Tobie służenia obowiązku, obiecuję Tobie, moim, ministrów, senatorów, szlachty i pospólstwa imieniem, Synowi Twemu Jezusowi Chrystusowi, Zbawicielowi naszemu, cześć i chwałę przez wszystkie krainy Królestwa Polskiego rozszerzać, czynić wolą, że gdy za zlitowaniem Syna Twego otrzymam wiktoryę nad Szwedem, będę się starał, aby rocznica w państwie mym odprawiała się solennie do skończenia świata rozpamiętywaniem łaski Boskiej i Twojej, Panno Przeczysta!
A że z wielkim żalem serca mego uznaję, dla jęczenia w presji ubogiego pospólstwa oraczów, przez żołnierstwo uciemiężonego, od Boga mego sprawiedliwą karę przez siedem lat w królestwie moim różnymi plagami trapiąca nad wszystkich ponoszę, obowiązuje się, iż po uczynionym pokoju starać się będę ze stanami Rzeczypospolitej usilnie, ażeby odtąd utrapione pospólstwo wolne było od wszelkiego okrucieństwa, w czym, Matko Miłosierdzia, Królowo i Pani moja, jakoś mnie natchnęła do uczynienia tego wotum, abyś łaską miłosierdzia u Syna Twego uprosiła mi pomoc do wypełniania tego, co obiecuję.
(Taka mała dygresja dla wyznawców idei narodowej: Ciekawe1, że król w ślubach wymienia Mazowsze jako oddzielny podmiot a nie część Polski.)
Że tak powiem, z punktu widzenia teologiczno-politycznego po 1 kwietnia Anno Domini 1656 każden włodarz na wymienionych ziemiach jest albo administratorem z ramienia Najświętszej Marii Panny albo uzurpatorem. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że na planie metafizycznym I Rzeczpospolita trwa nadal mocą swojej Królowej.
III
Oczywiście trwanie czy nie trwanie na planie metafizycznym I RP jest dla większości obywateli jej ziem sprawą najzupełniej obojętną. Po przetoczeniu się po tym regionie dwóch wielkich walców sekularyzacyjnych (komunizmu i liberalizmu) stosunek do religii nie jest może tak obojętny jak na Zachodzi, ale zawiera w sobie sporo ambiwalencji. Można znaleźć liczne przykłady na to, że z jednej strony religia staje się sprawą dla ludności obojętną a co najmniej prywatną zaś z drugiej, że religia jest nadal obecna w życiu publicznym. Tyle, że i kwestie religijne są skażone myśleniem nacjonalistycznym a poszczególne narody nie mają za bardzo chęci wychylać się po za obolałe wersje swojej własnej historii. Tak, więc obecnie w Środkowowschodniej Europie panuje bardzo pokręcony collage poglądów na temat religii i jej wpływu na politykę. Idea Najświętszej Marii Panny jako Królowej Rzeczpospolitej (a nie tylko Polski) mogłaby zostać potraktowana jako oszołomstwo. Zwłaszcza, że kryzys gospodarczy u bram. Jednak taki fakt istnieje.
IV
Co zatem można uczynić z tym faktem? Według mnie musi on nabrać pewnego poloru postmodernistycznego. Ale takiego, jaki przywołuje cytat autorstwa Tomislava Sunica z początku tego tekstu. Nie może stać się domeną oficjalnych środowisk kościelnych a zwłaszcza kleru rzymskokatolickiego. Ponieważ przerobią tą ideę na jakieś chromolenie o „cywilizacji miłości” czy też inne humanistyczne miękkie gadki. Nie może też paść łupem jakowyś środowisk skrajnie dewocyjnych by nie stał się „folklorem” jak sprawa Intronizacji. Powinna to być sprawa ekumeniczna (w znaczeniu dialogu wewnątrz chrześcijańskiego), ponadnarodowa (łącząca narody Rzeczpospolitej a potem Międzymorza). Wykraczająca także po za granice konfesji chrześcijańskiej i poprzez figurę Maryi odwołująca się do strefy archetypów (Doskonały Człowiek, Macierz, Wielka Bogini). Tak by ludzie różnych tradycji mogli choć częściowo uczestniczyć w tej idei. Można by też do realiów Międzymorza przystosować ogólnoeuropejskie koncepcje niektórych myślicieli. Takich jak Jean Parvulesco (NMP jako Królowa Imperium Końca Czasów; warto wiedzieć, że ów myśliciel odwoływał się w swoich rozważaniach do przepowiedni świętego Maksymiliana Marii Kolbego) czy Gerd-Klaus Kaltenbrunner (gibelińsko-imperialna mistyka świętego Graala jako składnik katolickiego kultu maryjnego).
V
Najjaśniejsza Rzeczpospolita jako Królestwo Niebieskie rządzone przez Najświętszą Marię Pannę, to dziś albo liść na wietrze miotany to tu to tam albo ziarno spoczywające w ciemnej ziemi i czekające na swój wzrost. Jest i go nie ma. Obecnie nie ma żadnej wartości politycznej. Ale już „jutro” Jej polne kapliczki mogą być nową figurą imperialną.
Różo Duchowna módl się za nami.
Tomislav Sunic
I
Od dłuższego czasu jestem święcie przekonany, że odpowiednią geopolityczną odpowiedzią na wyzwania obecnego czasu jaką musi udzielić Polska jest idea Międzymorza. Region środkowoeuropejski jest zbyt mały na te wszystkie wielkie projekty nacjonalistyczne, a z kolei idee narodowe są chętnie wykorzystywane do rozgrywanie nacji międzymorskich przez potęgi zewnętrzne. Szeroki sojusz od Bałkanów (i Turcji) aż po Skandynawię może stać się znaczącym graczem nie tylko na arenie europejskiej. Ośrodkiem krystalizującym taki sojusz może się stać (choć nie musi) Rzeczpospolita. Konkretnie nie tylko Polska, ale także i te ziemie, które kiedyś wchodziły w skład Rzplitej. Mój przyjaciel Studyta stwierdził, że tym, co nas zbliża do I Rzeczpospolitej jest stan naszych dróg. Zastanowiłem się czy jest jednak jakiś inny element łączący nas z tamtym państwem niż infrastruktura drogowa? I owszem takowy znalazłem.
II
1 kwietnia 1656 w czasie mszy w katedrze lwowskiej król Jan Kazimierz Waza dokonał aktu jaki my znamy jako śluby lwowskie. Tekst owych ślubów daję poniżej.
Wielka człowieczeństwa Boskiego Matko i Panno!
Ja, Jan Kazimierz, Twego Syna, Króla królów i Pana mojego, i Twoim zmiłowaniem się król, do Twych Najświętszych stóp przychodząc, tę oto konfederacyję czynię: Ciebie za Patronkę moją i państwa mego Królową dzisiaj obieram. Mnie, Królestwo moje Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie, Ruskie, Pruskie, Mazowieckie, Żmudzkie, Inflanckie i Czernihowskie, wojsko obojga narodów i pospólstwo wszystko Twojej osobliwej opiece i obronie polecam, Twojej pomocy i miłosierdzia w teraźniejszym utrapieniu królestwa mego przeciwko nieprzyjaciołom pokornie żebrzę...
A że wielkimi Twymi dobrodziejstwy zniewolony przymuszony jestem z narodem polskim do nowego i gorącego Tobie służenia obowiązku, obiecuję Tobie, moim, ministrów, senatorów, szlachty i pospólstwa imieniem, Synowi Twemu Jezusowi Chrystusowi, Zbawicielowi naszemu, cześć i chwałę przez wszystkie krainy Królestwa Polskiego rozszerzać, czynić wolą, że gdy za zlitowaniem Syna Twego otrzymam wiktoryę nad Szwedem, będę się starał, aby rocznica w państwie mym odprawiała się solennie do skończenia świata rozpamiętywaniem łaski Boskiej i Twojej, Panno Przeczysta!
A że z wielkim żalem serca mego uznaję, dla jęczenia w presji ubogiego pospólstwa oraczów, przez żołnierstwo uciemiężonego, od Boga mego sprawiedliwą karę przez siedem lat w królestwie moim różnymi plagami trapiąca nad wszystkich ponoszę, obowiązuje się, iż po uczynionym pokoju starać się będę ze stanami Rzeczypospolitej usilnie, ażeby odtąd utrapione pospólstwo wolne było od wszelkiego okrucieństwa, w czym, Matko Miłosierdzia, Królowo i Pani moja, jakoś mnie natchnęła do uczynienia tego wotum, abyś łaską miłosierdzia u Syna Twego uprosiła mi pomoc do wypełniania tego, co obiecuję.
(Taka mała dygresja dla wyznawców idei narodowej: Ciekawe1, że król w ślubach wymienia Mazowsze jako oddzielny podmiot a nie część Polski.)
Że tak powiem, z punktu widzenia teologiczno-politycznego po 1 kwietnia Anno Domini 1656 każden włodarz na wymienionych ziemiach jest albo administratorem z ramienia Najświętszej Marii Panny albo uzurpatorem. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że na planie metafizycznym I Rzeczpospolita trwa nadal mocą swojej Królowej.
III
Oczywiście trwanie czy nie trwanie na planie metafizycznym I RP jest dla większości obywateli jej ziem sprawą najzupełniej obojętną. Po przetoczeniu się po tym regionie dwóch wielkich walców sekularyzacyjnych (komunizmu i liberalizmu) stosunek do religii nie jest może tak obojętny jak na Zachodzi, ale zawiera w sobie sporo ambiwalencji. Można znaleźć liczne przykłady na to, że z jednej strony religia staje się sprawą dla ludności obojętną a co najmniej prywatną zaś z drugiej, że religia jest nadal obecna w życiu publicznym. Tyle, że i kwestie religijne są skażone myśleniem nacjonalistycznym a poszczególne narody nie mają za bardzo chęci wychylać się po za obolałe wersje swojej własnej historii. Tak, więc obecnie w Środkowowschodniej Europie panuje bardzo pokręcony collage poglądów na temat religii i jej wpływu na politykę. Idea Najświętszej Marii Panny jako Królowej Rzeczpospolitej (a nie tylko Polski) mogłaby zostać potraktowana jako oszołomstwo. Zwłaszcza, że kryzys gospodarczy u bram. Jednak taki fakt istnieje.
IV
Co zatem można uczynić z tym faktem? Według mnie musi on nabrać pewnego poloru postmodernistycznego. Ale takiego, jaki przywołuje cytat autorstwa Tomislava Sunica z początku tego tekstu. Nie może stać się domeną oficjalnych środowisk kościelnych a zwłaszcza kleru rzymskokatolickiego. Ponieważ przerobią tą ideę na jakieś chromolenie o „cywilizacji miłości” czy też inne humanistyczne miękkie gadki. Nie może też paść łupem jakowyś środowisk skrajnie dewocyjnych by nie stał się „folklorem” jak sprawa Intronizacji. Powinna to być sprawa ekumeniczna (w znaczeniu dialogu wewnątrz chrześcijańskiego), ponadnarodowa (łącząca narody Rzeczpospolitej a potem Międzymorza). Wykraczająca także po za granice konfesji chrześcijańskiej i poprzez figurę Maryi odwołująca się do strefy archetypów (Doskonały Człowiek, Macierz, Wielka Bogini). Tak by ludzie różnych tradycji mogli choć częściowo uczestniczyć w tej idei. Można by też do realiów Międzymorza przystosować ogólnoeuropejskie koncepcje niektórych myślicieli. Takich jak Jean Parvulesco (NMP jako Królowa Imperium Końca Czasów; warto wiedzieć, że ów myśliciel odwoływał się w swoich rozważaniach do przepowiedni świętego Maksymiliana Marii Kolbego) czy Gerd-Klaus Kaltenbrunner (gibelińsko-imperialna mistyka świętego Graala jako składnik katolickiego kultu maryjnego).
V
Najjaśniejsza Rzeczpospolita jako Królestwo Niebieskie rządzone przez Najświętszą Marię Pannę, to dziś albo liść na wietrze miotany to tu to tam albo ziarno spoczywające w ciemnej ziemi i czekające na swój wzrost. Jest i go nie ma. Obecnie nie ma żadnej wartości politycznej. Ale już „jutro” Jej polne kapliczki mogą być nową figurą imperialną.
Różo Duchowna módl się za nami.
Etykiety:
cywilizacja,
dom,
droga,
geopolityka,
Graal,
historia,
Imperium,
kobieta,
metafizyka,
Międzymorze,
mity,
monarchia,
Rzeczpospolita,
serce,
stary blog,
teologia
wtorek, 1 marca 2011
poniedziałek, 7 lutego 2011
sobota, 25 grudnia 2010
Boże Narodzenie
Anioł pasterzom mówił...
Idę z Rodzicami przez noc. Zmierzamy na wieczerzę wigilijną. Kolejny raz odprawiamy ten rytuał marszu. Idę i rozmyślam o moich dawnych przodkach, o tym jak mogli odczuwać tę noc. Być może byli przerażeni słabnącą mocą Słońca. Tym jak dnie stają się coraz bardziej krótsze, a ciemność zdaje się brać w posiadanie Ziemię. Może próbowali przez rytuały wspomóc gasnącą gwiazdę. Przelewali krew, zwierzęcą i ludzką, by dać siłę Słońcu do walki z ciemnością. I nie wiedzieli, że miną stulecia i w małej żydowskiej osadzie, w ciemnościach nocy i jaskini, zmienionej na stajnię, narodzi się Sol Invictus, który swoją krwią ostatecznie zwycięży Ciemność.
Idę z Rodzicami przez noc. Zmierzamy na wieczerzę wigilijną. Kolejny raz odprawiamy ten rytuał marszu. Idę i rozmyślam o moich dawnych przodkach, o tym jak mogli odczuwać tę noc. Być może byli przerażeni słabnącą mocą Słońca. Tym jak dnie stają się coraz bardziej krótsze, a ciemność zdaje się brać w posiadanie Ziemię. Może próbowali przez rytuały wspomóc gasnącą gwiazdę. Przelewali krew, zwierzęcą i ludzką, by dać siłę Słońcu do walki z ciemnością. I nie wiedzieli, że miną stulecia i w małej żydowskiej osadzie, w ciemnościach nocy i jaskini, zmienionej na stajnię, narodzi się Sol Invictus, który swoją krwią ostatecznie zwycięży Ciemność.
czwartek, 21 października 2010
wtorek, 12 października 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)


