czwartek, 16 czerwca 2011

Geopolityka Matki Bożej

„Bycie postmodernistą może dziś bowiem także oznaczać sięganie do mitycznej historii Europy i wskrzeszanie jej dawno zapomnianego dziedzictwa.”
Tomislav Sunic


I
Od dłuższego czasu jestem święcie przekonany, że odpowiednią geopolityczną odpowiedzią na wyzwania obecnego czasu jaką musi udzielić Polska jest idea Międzymorza. Region środkowoeuropejski jest zbyt mały na te wszystkie wielkie projekty nacjonalistyczne, a z kolei idee narodowe są chętnie wykorzystywane do rozgrywanie nacji międzymorskich przez potęgi zewnętrzne. Szeroki sojusz od Bałkanów (i Turcji) aż po Skandynawię może stać się znaczącym graczem nie tylko na arenie europejskiej. Ośrodkiem krystalizującym taki sojusz może się stać (choć nie musi) Rzeczpospolita. Konkretnie nie tylko Polska, ale także i te ziemie, które kiedyś wchodziły w skład Rzplitej. Mój przyjaciel Studyta stwierdził, że tym, co nas zbliża do I Rzeczpospolitej jest stan naszych dróg. Zastanowiłem się czy jest jednak jakiś inny element łączący nas z tamtym państwem niż infrastruktura drogowa? I owszem takowy znalazłem.

II
1 kwietnia 1656 w czasie mszy w katedrze lwowskiej król Jan Kazimierz Waza dokonał aktu jaki my znamy jako śluby lwowskie. Tekst owych ślubów daję poniżej.
Wielka człowieczeństwa Boskiego Matko i Panno!
Ja, Jan Kazimierz, Twego Syna, Króla królów i Pana mojego, i Twoim zmiłowaniem się król, do Twych Najświętszych stóp przychodząc, tę oto konfederacyję czynię: Ciebie za Patronkę moją i państwa mego Królową dzisiaj obieram. Mnie, Królestwo moje Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie, Ruskie, Pruskie, Mazowieckie, Żmudzkie, Inflanckie i Czernihowskie, wojsko obojga narodów i pospólstwo wszystko Twojej osobliwej opiece i obronie polecam, Twojej pomocy i miłosierdzia w teraźniejszym utrapieniu królestwa mego przeciwko nieprzyjaciołom pokornie żebrzę...
A że wielkimi Twymi dobrodziejstwy zniewolony przymuszony jestem z narodem polskim do nowego i gorącego Tobie służenia obowiązku, obiecuję Tobie, moim, ministrów, senatorów, szlachty i pospólstwa imieniem, Synowi Twemu Jezusowi Chrystusowi, Zbawicielowi naszemu, cześć i chwałę przez wszystkie krainy Królestwa Polskiego rozszerzać, czynić wolą, że gdy za zlitowaniem Syna Twego otrzymam wiktoryę nad Szwedem, będę się starał, aby rocznica w państwie mym odprawiała się solennie do skończenia świata rozpamiętywaniem łaski Boskiej i Twojej, Panno Przeczysta!
A że z wielkim żalem serca mego uznaję, dla jęczenia w presji ubogiego pospólstwa oraczów, przez żołnierstwo uciemiężonego, od Boga mego sprawiedliwą karę przez siedem lat w królestwie moim różnymi plagami trapiąca nad wszystkich ponoszę, obowiązuje się, iż po uczynionym pokoju starać się będę ze stanami Rzeczypospolitej usilnie, ażeby odtąd utrapione pospólstwo wolne było od wszelkiego okrucieństwa, w czym, Matko Miłosierdzia, Królowo i Pani moja, jakoś mnie natchnęła do uczynienia tego wotum, abyś łaską miłosierdzia u Syna Twego uprosiła mi pomoc do wypełniania tego, co obiecuję.


(Taka mała dygresja dla wyznawców idei narodowej: Ciekawe1, że król w ślubach wymienia Mazowsze jako oddzielny podmiot a nie część Polski.)

Że tak powiem, z punktu widzenia teologiczno-politycznego po 1 kwietnia Anno Domini 1656 każden włodarz na wymienionych ziemiach jest albo administratorem z ramienia Najświętszej Marii Panny albo uzurpatorem. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że na planie metafizycznym I Rzeczpospolita trwa nadal mocą swojej Królowej.

III
Oczywiście trwanie czy nie trwanie na planie metafizycznym I RP jest dla większości obywateli jej ziem sprawą najzupełniej obojętną. Po przetoczeniu się po tym regionie dwóch wielkich walców sekularyzacyjnych (komunizmu i liberalizmu) stosunek do religii nie jest może tak obojętny jak na Zachodzi, ale zawiera w sobie sporo ambiwalencji. Można znaleźć liczne przykłady na to, że z jednej strony religia staje się sprawą dla ludności obojętną a co najmniej prywatną zaś z drugiej, że religia jest nadal obecna w życiu publicznym. Tyle, że i kwestie religijne są skażone myśleniem nacjonalistycznym a poszczególne narody nie mają za bardzo chęci wychylać się po za obolałe wersje swojej własnej historii. Tak, więc obecnie w Środkowowschodniej Europie panuje bardzo pokręcony collage poglądów na temat religii i jej wpływu na politykę. Idea Najświętszej Marii Panny jako Królowej Rzeczpospolitej (a nie tylko Polski) mogłaby zostać potraktowana jako oszołomstwo. Zwłaszcza, że kryzys gospodarczy u bram. Jednak taki fakt istnieje.

IV
Co zatem można uczynić z tym faktem? Według mnie musi on nabrać pewnego poloru postmodernistycznego. Ale takiego, jaki przywołuje cytat autorstwa Tomislava Sunica z początku tego tekstu. Nie może stać się domeną oficjalnych środowisk kościelnych a zwłaszcza kleru rzymskokatolickiego. Ponieważ przerobią tą ideę na jakieś chromolenie o „cywilizacji miłości” czy też inne humanistyczne miękkie gadki. Nie może też paść łupem jakowyś środowisk skrajnie dewocyjnych by nie stał się „folklorem” jak sprawa Intronizacji. Powinna to być sprawa ekumeniczna (w znaczeniu dialogu wewnątrz chrześcijańskiego), ponadnarodowa (łącząca narody Rzeczpospolitej a potem Międzymorza). Wykraczająca także po za granice konfesji chrześcijańskiej i poprzez figurę Maryi odwołująca się do strefy archetypów (Doskonały Człowiek, Macierz, Wielka Bogini). Tak by ludzie różnych tradycji mogli choć częściowo uczestniczyć w tej idei. Można by też do realiów Międzymorza przystosować ogólnoeuropejskie koncepcje niektórych myślicieli. Takich jak Jean Parvulesco (NMP jako Królowa Imperium Końca Czasów; warto wiedzieć, że ów myśliciel odwoływał się w swoich rozważaniach do przepowiedni świętego Maksymiliana Marii Kolbego) czy Gerd-Klaus Kaltenbrunner (gibelińsko-imperialna mistyka świętego Graala jako składnik katolickiego kultu maryjnego).

V
Najjaśniejsza Rzeczpospolita jako Królestwo Niebieskie rządzone przez Najświętszą Marię Pannę, to dziś albo liść na wietrze miotany to tu to tam albo ziarno spoczywające w ciemnej ziemi i czekające na swój wzrost. Jest i go nie ma. Obecnie nie ma żadnej wartości politycznej. Ale już „jutro” Jej polne kapliczki mogą być nową figurą imperialną.


Różo Duchowna módl się za nami.

środa, 8 czerwca 2011

Graal (5)

Co do Świętego Graala i w ogóle całego cyklu arturiańskiego, jest to przykład wchłonięcia przez chrześcijaństwo celtyckich mitów i praktyk. Kilka artykułów mojego ojca (jak np. „Sir Gawain i Zielony Rycerz”) podejmuje wątek symbolicznej natury opowieści arturiańskich. Oczywiście wszyscy powinniśmy rozpocząć poszukiwanie Świętego Graala (pojmowanego jako kielich przywieziony do Anglii przez Apostoła Jakuba i początkowo chroniony w Glastonbury). Lancelot nie mógł osiągnąć Graala ze względu na nieczystość swego życia, ale Percival był zdolny przekroczyć niebezpieczny most. Nie jestem zaskoczony faktem, że księża rzadko (jeśli w ogóle) mówią o tych rzeczach, gdyż w większości nie znają oni własnej teologii katolickiej i cała idea „poszukiwania” jest obca wielu z nich.

Rama Coomaraswamy

poniedziałek, 16 maja 2011

O wyższości Matki Bożej nad Jej Synem, Jezusem

Pewna chora osoba modliła się o swoje uzdrowienie podczas specjalnego nabożeństwa przed Najświętszym Sakramentem. Mimo żarliwej modlitwy nie został uzdrowiona.
Wtedy pełna pasji powiedziała do Jezusa:
-To tak! Poczekaj, poskarżę się Twojej Matce!
Udała się do miejsca kultu Matki Bożej i tam wylała swoje żale. Tam także została uzdrowiona.
(Autentyczna historia, która miała miejsce w Lourdes.)

sobota, 14 maja 2011

Graal (4)

Józef z Arymatei nie odszedł od grobowca. Józefowi objawił się Chrystus, żywy, a z rany jego, tej zadanej włócznią centuriona Longinusa, płynęła krew. Józef wziął kielich i do niego zebrał ostatnie krople krwi Zbawiciela. I dopiero wtedy opuścił Jeruzalem.
Robert de Boron "Joseph d’Arimathie"

czwartek, 28 kwietnia 2011

Przemyślenia w miesiącu kwiatów

1
To, że media przekazują fałszywe informacje na temat Kościoła to jeszcze nie taki wielki problem. Gorzej, gdy robią to księża. A w czasie ostatniego Wielkiego Tygodnia można było w świątyniach usłyszeć o „Liturgii Wielkiej Soboty” czy też o tym, że „Wielki Piątek jest jedynym dniem w roku, kiedy Kościół nie odprawia Mszy Świętej”. Robi się wszystko, żeby zagłuszyć milczenie Wielkiej Soboty. W kościołach święci się pokarmy, a przy okazji tego wygłasza się krótkie kazania. Księża siedzą w konfesjonałach. A w niektórych parafiach nie czeka się do zachodu Słońca by odprawić Liturgię Wigilii Paschalnej. Rozumiem, że to wszystko można wytłumaczyć dostosowaniem się życia parafialnego do życia profańskiego wiernych. Ale mam wrażenie, że jest w kapłanach pewien (może i nieświadomy) strach przed Wielką Sobotą. Dniem w którym Bóg nie żyje. I tym bardziej im Bóg jest coraz bardziej martwy w życiu współczesnych społeczeństw, tym bardziej trzeba ten dzień zagadać. Zagłuszyć Ciszę Grobu. Tak jakby, broń Boże, miałoby się okazać, że On z tego Grobu nie wyjdzie. Więc się mówi i mówi. Liturgia staje się powoli nekromancją.

2
Beatrycze podczas spaceru mówi do mnie, że kwiaty pachną tak jak w Rzymie podczas zeszłorocznej Paschy. Na to ja, że teraz też mamy Święto. Moja Ukochana jednak stwierdza, że już po Świętach. I nawet moje stwierdzenie, że świętujemy przez oktawę Jej nie przekonuje. Konstatacja: dziś czas świętowania reguluje nam Państwo poprzez wyznaczanie dni wolnych od pracy. Nawet jeżeli chodzi o święta religijne.

3
Ernst Jünger w swoich zapiskach z 1968 roku tylko raz i tak mimochodem wspomina o wydarzeniach związanych z rewoltą studencką. Jego zapiski tyczą się rzeczy, które zdecydowanie przekraczają horyzont teraźniejszości. Ale wiem też, że ten arystokrata ducha był żołnierzem dwóch wojen, członkiem kilku politycznych sekt i niejedne spiski i machinacje widział od kuchni. Żeby dojść do perspektywy augura trzeba przejść drogę legionisty.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Ernst Jünger na Wielki Tydzień

Często stawiam sobie pytanie, czy Chrystus przewidział niesamowitą falę, jako po nim nadeszła miecąc miriady kościołów jak muszle na krawędzi czasu. Stawiam sobie pytanie, czy słowa: "dokonało się" zawierają w sobie to wszystko i jeszcze więcej- a ponadto, czy każdy z nas będzie uczestniczył w jego auspicjach.

("Promieniowania. Przeminęła siedemdziesiątka". Przekład Wojciech Kunicki.)